Polskie społeczeństwo w obliczu ekspansji ferm przemysłowych

10.04.2018

Fermy wielkoprzemysłowe stanowią zagrożenie dla środowiska naturalnego, zdrowia ludzi oraz dalszej egzystencji gospodarstw rodzinnych – przekonywali w poniedziałek w Sejmie uczestnicy konferencji społecznej zorganizowanej przez Kukiz’15 i koalicję społeczną Stop Fermom.

– Nie podlega dyskusji, że polska wieś służyć ma produkcji żywności w dużych ilościach, w najwyższej jakości i w akceptowalnych dla konsumentów cenach. Na tym jednak polegać winna rola gospodarstw rodzinnych, na których opiera się wieś i rolnictwo – argumentował na wstępie debaty Jarosław Sachajko z Kukiz’15, przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa. –Teoretycznie pogląd ten podziela tak Unia, jak i rządy narodowe, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że działają one nieco schizofrenicznie. Z jednej strony popierają gospodarstwa rodzinne, a z drugiej oddają wieś korporacjom, jakby byli przekonani, że rolnicy nas nie wyżywią i podoła temu tylko rolnictwo przemysłowe. Polski rolnik czeka 5 czy 7 lat, żeby zbudować lub rozbudować budynek inwentarski. Tymczasem fermy przemysłowe takich problemów zdają się nie mieć – zaznaczył Sachajko.

Marta Korzeniak z koalicji społecznej Stop Fermom przekonywała, że ekspansja ferm pociąga za sobą skażenia środowiska i drastycznie obniża standard życia ludzi, zamieszkujących w ich sąsiedztwie.

– Niestety zmiany legislacyjne nie nadążają za szybkim tempem rozwoju tego biznesu, ferm wysokoprzemysłowych wciąż przybywa i nasilają się protesty społeczne przez nie powodowane – stwierdziła przedstawicielka koalicji zrzeszającej ponad 20 organizacji zajmujących się dobrostanem zwierząt i ochroną środowiska.

Specjalista ds. ochrony wód Piotr Kwiatkowski wyliczał co pokazują, a co przemilczają z reguły raporty o oddziaływaniu na środowisko, które przedkładają inwestorzy, zainteresowani budową wielkoprzemysłowych ferm.

– Czy jesteśmy skazani na fermy przemysłowe? Pewnie tak, ale to nie znaczy, że musimy zezwalać na rzeczy, na które zezwalać nie wolno – podsumował.

Dr n. biol. Anicenta Bubak zwracała uwagę na negatywne dla przyrody i zdrowia ludzi czynniki towarzyszące wielkim fermom, które nie są wyszczególniane w raportach ooś. Poseł Marek Opioła z kolei zaprezentował raport dotyczący dynamiki rozwoju ferm i chlewni w Polsce. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gdańsku, Danuta Makowska mówiła o roli samorządów lokalnych, od których w głównej mierze uzależniane jest lokowanie ferm na obszarach wiejskich. Natomiast prawnik Artur Zalewski wskazywał na prawne instrumenty, jakich lokalna społeczność użyć może w walce z niechcianą inwestycją. Wielkopolski rolnik Jacek Piechocki wymieniał zaś różnice między rolnictwem przemysłowym a prowadzonym przez gospodarstwa rodzinne. Mówił także o zagrożeniach, jakie przemysł rolny niesie dla tradycyjnej wsi.

Wiele miejsca w wystąpieniach poświęcono również niedoskonałościom przepisów prawa w zakresie lokowania ferm przemysłowych. Postulowano większy wpływ strony społecznej w procesie inwestycyjnym, opracowanie ustawy tzw. odorowej, czy limitów odległości ferm od zabudowań. Wskazywano na bierność lokalnych samorządów i opór przed uchwalaniem miejscowych planów zagospodarowania, które rozwiązałyby wiele spornych spraw.

Do dyskusji włączyło się wielu przybyłych z różnych stron polski mieszkańców wsi, którzy na co dzień doświadczają uciążliwości z powodu sąsiedztwa ferm wielkoprzemysłowych lub też latami bezskutecznie walczą o zablokowanie takich inwestycji. Głos zabrali np. rolnicy z woj. świętokrzyskiego, usiłujący powstrzymać budowę fermy dla 8 mln kur, czy mieszkańcy powiatu drawskiego, w woj. zachodniopomorskim, gdzie planowana jest budowa megachlewni na 240 tys. sztuk świń.

Obecny na konferencji prezes Ogólnopolskiego Związku Producentów Drobiu – Poldrób, Włodzimierz Bartkowski, zwrócił uwagę organizatorów konferencji, że głos w debacie oddano tylko jednej ze stron.

Z przebiegu tej debaty można byłoby wnioskować, że polscy drobiarze odpowiadają za wszelkie zło na wsi. Nie przekładajmy pojedynczych, mrożących krew w żyłach historii, jakie tu opowiadano, na całą branżę – zaapelował prezes Poldrobu. – Polska jest czołowym producentem drobiu w Europie, a odnoszę wrażenie, jakby komuś zależało na tym, żeby branża przestała się rozwijać – zauważył Włodzimierz Bartkowski. – Tak naprawdę staramy się wszystko robić najlepiej, jak tylko potrafimy, zgodnie z przepisami – zapewnił.

O rozwagę i obiektywizm prosił również zgromadzonych Rajmund Paczkowski z zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa, Izby Gospodarczej.

– Nasz przemysł drobiarski to nie tylko wielkie fermy, ale również małe gospodarstwa z jednym czy dwoma kurnikami. Taki jest prawdziwy obraz branży – zauważył Rajmund Paczkowski. – Ci drobni producenci stoją dziś na progu ekonomicznej opłacalności i tak samo, jak wszyscy też woleliby, żeby gminy miały plany zagospodarowania. Dzięki temu wiedzieliby, czy mają szansę się rozwijać. Do 2017 roku branża drobiarstwa rokrocznie odnotowywała wzrosty, ale w tym roku obserwujemy spadek dynamiki rozwoju. Według mnie to znak, że obecne przepisy zrażają producentów do tego kierunku produkcji – stwierdził przedstawiciel KRD.

(10.04.2018 za farmer.pl)