„Miastowi” atakują rolników nawet nożami. „Nie musi jeździć traktorem w nocy. Samo rośnie”

10.07.2018

Od jakiegoś czasu coraz częściej usłyszeć można o rolnikach, którzy mają problemy z sąsiadami, którzy uznają ich za „uciążliwych”.

Wiele wsi, zwłaszcza podmiejskich, utraciło już swoją rolę, a stało się „sypialniami” większych miast. Coraz więcej osób buduje swoje domy, a następnie przenosi się na stałe. Nienawykli do wiejskiego życia „miastowi” są w szoku, kiedy okazuje się, że traktory muszą jeździć późną i wczesną porą, a zwierzęta mają swój specyficzny zapach.

„Krowy śmierdzą i robią placki. Do tych kup lecą muchy, przez co okna nie można otworzyć.” „Po co on jeździ po polu ciągnikiem? Samo rośnie” – tego typu zdania można przeczytać w skargach na rolników. Wielu z nich zostało już ostatnimi w swojej wsi. Portal wp.pl opisuje historię pana Bogdana, który zmaga się z „mieszczuchami”. Przybyło ich tylu, że mają „swojego” sołtysa i radnego gminnego. A pan Bogdan nie może normalnie pracować, bo każdy wyjazd kombajnem oznacza dla niego wizytę policji.

Całkiem niedawno było o rolniku, który dostał 500 złotych mandatu za zakłócanie ciszy nocnej, gdyż zbierał plony późną porą.

– Przeraził mnie przypadek niedawnej napaści na rolnika – uzbrojony w nóż kierowca auta osobowego zaatakował go za to, że powoduje korek kombajnem – mówi Leszek Grala, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej.

Wielu właścicieli obór czy pól poddaje się i likwiduje swoją działalność. Ciekawy jest również fakt, że według samych zainteresowanych najbardziej konfliktową grupą są... dzieci rolników, które wyjechały do miasta, a następnie wróciły.

Rolnictwo w podmiejskich wsiach to już w zasadzie gatunek wymierający, a niestety nie zapowiada się, żeby było lepiej. Wielu wskazuje na brak zrozumienia faktu, że przecież szynka czy mleko lądują później na sklepowych półkach, często w dziale ekologicznym. A przecież to tam „miastowi” robią zakupy.

(10.07.2018 za swiatrolnika.info)