Rolnik jest i będzie najsłabszym elementem łańcucha produkcji żywności

12.10.2018

– Rolnik jest jednocześnie właścicielem swojego gospodarstwa, współwłaścicielem spółdzielni i konsumentem. Występuje w trzech, zupełnie sprzecznych rolach. Jako producent mleka chce jak najwyższej ceny, jako przetwórca chce żeby mleko było jak najtańsze, bo wtedy w mleczarni będą zyski, a jako konsument chce żeby towar w sklepie był jak najtańszy. Rolnicy zaczynają to rozumieć, ale jeszcze niedawno były głosy: Dlaczego tak drogo sprzedajecie towar w sklepach i dlaczego tak mało nam płacicie? Nie chodzi o marżę, tylko o to że występuje się w trzech pozycjach zupełnie przeciwstawnych i tego pogodzić się nie da – powiedział Edward Bajko, prezes Spomleku podczas debaty „Biznes rolno-spożywczy wczoraj i dziś” podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego 2018.

W pierwszej części debaty prezes Spomleku przybliżył najważniejsze wyzwania, z jakimi polskie mleczarstwo musiało zmagać się na przestrzeni ostatnich trzech dekad.

W ocenie Edwarda Bajki na początku lat 90. największym wyzwaniem było przestawienie się na gospodarkę rynkową.

– Skończył się czas, nie ukrywam, dość wygodny. Państwo ustalało ceny na mleko dla rolników oraz ceny produktów mleczarskich. W efekcie rolnikom bardziej się opłacało kupić mleko spożywcze w butelce w sklepie niż sprzedać do mleczarni. Opłacało się karmić kury twarogiem. Oczywiście, powodowało to określone straty w mleczarniach, ale państwo dawało dotacje żeby wyglądało, że wszystko jest normalnie. Ale na gospodarkę rynkową bez cenników i rozdzielników przestawiliśmy się szybciej niż można się było obawiać. Ten proces nastąpił sprawniej jeśli chodzi o działanie zakładów mleczarskich, wolniej jeśli chodzi o rolników. Do dzisiaj pojawiają się głosy, że to jednak państwo powinno ustalić ceny minimalne albo jednakowe dla wszystkich. Ale moim zdaniem test przejścia na gospodarkę rynkową zdaliśmy bardzo dobrze – ocenił.

Drugim ogromnym wyzwaniem była hiperinflacja.

– Zakłady, które miały kredyty i prowadziły inwestycje miały problem, bo oprocentowanie z kilku procent wzrosło do ponad 40% miesięcznie. Dla wielu spółdzielni było to wyzwanie i nie wszystkie temu podołały, choć nie ze swojej winy. Była to terapia słuszna, konieczna, ale jednak szokowa. Większość spółdzielni się uratowała, ale niektóre niestety nie – dodał Bajko.

W ocenie prezesa Spomleku najtrudniejszym wyzwaniem u progu lat 90. była jednak zmiana mentalnościowa.

– Za komuny też były spółdzielnie, ale trudno było uważać, że to rolnicy są jej właścicielami. Po 1989 roku stało się to formalnie faktem, ale proces uświadamiania sobie przez rolników że są właścicielami i że właściciel jest też odpowiedzialny, do dziś nie jest zakończony. Po stronie zarządów spółdzielni ten proces mentalny też nie jest do końca zakończony, bo nie wszyscy traktują sprawę jak ja, tzn., że są ludźmi wynajętymi do zarządzania majątkiem rolników. W niektórych przypadkach zarządy uważają, że to członkowie są dla nich a nie odwrotnie. To jest trudny proces, bo to wymaga lat i w niektórych spółdzielniach jest tak jak powinno być a w niektórych ciągle po staremu – dodał Bajko.

Kolejnym kamieniem milowym w rozwoju polskiego mleczarstwa był okres przed akcesją Polski do UE. Pojawiły się wówczas wyzwania polegające głównie na konieczności dostosowania się do standardów unijnych dotyczących bezpieczeństwa żywności i systemów certyfikacji.

– Pamiętam dyskusję, że potrzeba będzie 10 lat żeby polskie surowe mleko spełniało normy unijne, czyli 100 tys. bakterii i 400 tys. komórek somatycznych. Wtedy nikt nie zwracał na to uwagi, bo jedynym kryterium było to czy mleko nie jest kwaśne, bo wtedy nie dało się przerobić. Natomiast bakteriami się nikt nie przejmował i w mleku były miliony bakterii. Sto tysięcy wydawało się w pierwszym okresie niewykonalne. Jednak poszło o wiele lepiej niż wszyscy się spodziewali i dość szybko w większości doszliśmy do standardów mleka surowego. Dzisiaj statystyki podają 90% mleka ekstra. Ja realnie oceniam, że 80% surowca w Polsce spełnia najwyższe standardy. Dzieje się tak dlatego, że niektóre mleczarnie traktują to serio i rygorystycznie badają, a niektóre tzw. podmioty skupowe, które skupują mleko rolników i sprzedają dalej, robią „tak żeby było dobrze”. Jednak generalnie egzamin z dostosowania jakościowego różnych systemów zdaliśmy i ten proces jest zakończony – podsumował Bajko.

Kolejnym wyzwaniem były zmiany na rynku i jego otwarcie.

– To zaczęło się w latach 90., kiedy wszedł Danone i pokazał szeroką na ówczesne czasy gamę jogurtów i deserów smakowych. Jednak szybko daliśmy sobie z tym radę dzięki możliwościom zakupu technologii za swoje, a nie przez centralny związek przez dewizy. Tutaj się doskonale wybroniliśmy jako branża. Wciąż w Polsce są przecież Danone, Zott, Muller, ale nie oddaliśmy pola i nasza galanteria w niczym im nie ustępuje i – nie jest polityczna wypowiedź – generalnie produkty naszych spółdzielni są często po prostu lepsze – dodał Bajko.

Dziś w ocenie prezesa Spomleku polskie mleczarstwo jest jedną z najnowocześniejszych branż w Europie i na świecie jeśli chodzi o technologię, technikę i poziom jakości produktów.

– Wyzwanie, które w tej chwili stoi przed nami, to nadwyżka podaży nad popytem. Niestety, konsumpcja mleka w Polsce rośnie bardzo wolno i jest niska na tle krajów Europy Zachodniej. Natomiast produkcja mleka rośnie dynamicznie. I nadwyżka ilości surowca produkowanego przez naszych rolników nad tym, co Polacy konsumują, cały czas się zwiększa. Mówi się o 30% nadwyżce, co potwierdzają dane GUS za I półrocze 2018 roku. A z wygrywaniem konkurencji na rynku globalnym jest ciężko. Bardziej niż z moim sąsiadem z Ryk konkuruję z Nową Zelandią – dodał.

Edward Bajko poruszył także temat konsolidacji branży mleczarskiej.

– Konsolidacja to wyzwanie, które pojawiło się wiele lat temu. Jest to proces, który trwa i który jest szczególnie ważny ze względu na konieczność eksportu. Dla polskich konsumentów im większa konkurencja, tym lepiej, bo oznacza ostrą walkę cenową i większą różnorodność produktu. Tak więc im mleczarń jest więcej, tym dla konsumenta polskiego jest lepiej, a eksport nie zawsze się opłaca. Jeżeli ktoś myśli, że im więcej eksportu, tym więcej zysku w mleczarni, to wcale tak nie jest. Przeważnie marża uzyskiwana w Polsce jest wyższa niż w eksporcie. Natomiast musimy to mleko wyeksportować, bo po prostu się w Polsce nie mieści. Mlekovita, Mlekpol czy Polmlek w skali polski to duże firmy zatrudniające kilka tysięcy ludzi i mające kilka miliardów złotych przychodów, ale w skali światowej to są małe firmy. Dlatego ten proces jest wyzwaniem i problemem. Z perspektywy wewnętrznej pewnie mogłoby być tak jak jest, ale z perspektywy eksportu i nadwyżki, jeśli mleczarnie mają być silniejsze, tym powinno być ich mniej – dodał.

W drugiej części debaty poruszono temat pozycji rolnika w łańcuchu produkcji żywności. W ocenie Bajki rolnik jest w najsłabszej pozycji w całym łańcuchu żywnościowym i trudno to zmienić.

– Wszystko zaczyna się od konsumenta w konkurencji na poziomie handlu. Konsument oczekuje żeby było tanio i dobrze. Handel konkuruje ze sobą na śmierć i życie. Nie wierzcie państwo w nie wiadomo jakie marże w handlu, bo wiele sklepów bankrutuje i tam też jest ostra walka. Natomiast oni mają kogoś, na kim mogą wydusić niższe ceny żeby zrealizować swoją marżę – przetwórców i dostawców. To jestem ja. Ja też jeszcze mam rolnika. Jeżeli chcąc ulokować towar muszę sprzedać po cenie, po jakiej chcą ode mnie kupić, to zapłacę rolnikowi tyle, żeby coś mi jeszcze zostało. U nas pewną ochroną jest to, że to jest spółdzielnia, w innych branżach tego nie ma. Ale co do zasady jest tak samo. Spółdzielnia może zapłacić tyle ile może, bo jeżeli płaci więcej niż może, to bankrutuje. Tak że my, jako przetwórcy, mamy na kim zaoszczędzić, natomiast rolnik już nie. On nie ma kolejnego ogniwa, któremu może powiedzieć, że zapłaci mu mniej za jabłka czy mleko. Tak więc najsłabsza pozycja rolnika jest niejako systemowa. Trudno coś zmienić – dodał.

W ostatnim czasie dużo mówi się o potrzebie stworzenia silnych organizacji rolniczych. W ocenie Edwarda Bajki należy sobie zadać pytanie, na kim miałyby one wywierać presję.

– Otóż nie na przetwórcach, bo oni są tylko o jeden stopień w lepszej sytuacji. Jeżeli już, a to się dzieje we Francji, powinna to być próba przemówienia do konsumenta. Ale to bardzo trudne zadanie. Los rolnika jest ciężki. 80% konsumentów mówi, że faktycznie rolnicy dostają za mało, ale tylko trochę mniej uważa, że żywność jest za droga. To jak to pogodzić? Rolnik jest jednocześnie właścicielem swojego gospodarstwa, współwłaścicielem spółdzielni i konsumentem. Występuje w trzech, zupełnie sprzecznych rolach. Jako producent mleka chce jak najwyższej ceny, jako przetwórca chce, żeby mleko było jak najtańsze, bo wtedy w mleczarni będą zyski, a jako konsument chce, żeby towar w sklepie był jak najtańszy. Rolnicy zaczynają to rozumieć, ale jeszcze niedawno były głosy: dlaczego tak drogo sprzedajecie towar w sklepach i dlaczego tak mało nam płacicie? Nie chodzi o marżę, tylko o to że występuje się w trzech pozycjach zupełnie przeciwstawnych i tego pogodzić się nie da. Silne organizacje mogą pomóc, ale nie upatruję w tym ogromnych szans. Nawet jeśli byłaby to potężna siła w postaci protestów, co czasem w spółdzielczości mleczarskiej ma miejsce, to za każdym razem to się kończyło źle. Jeśli rolnicy wymogli na zarządzie cenę wyższą niż rynkową, to kończyło się to bankructwem. Tak więc firmę trzeba czasem bronić przed jej właścicielami – podsumował.

Bajko sceptycznie odniósł się także do lansowanego przez ministerstwo rolnictwa projektu powołania Narodowego Holdingu Spożywczego.

– Jeżeli on, chcąc próbować wpływać na ceny, będzie płacił więcej niż na to pozwala rynek, to albo się wywróci do góry kołami, albo my wszyscy będziemy musieli go dotować. Do powrotu komuny nam daleko, ale widzimy tu podobny sposób myślenia. Tam nie było problemu, że będą straty, jechało się na Hożą 66 i się załatwiło z prezesem centralnego związku. To są problemy systemowe trudne do rozwiązania, bo zamiana najsłabszej pozycji rolnika w łańcuchu na inną jest niemożliwa. Możemy co najwyżej dyskutować o tym, żeby była nieco mocniejsza. I tu organizacje rolnicze czy system spółdzielczości, gdzie rolnicy mają wpływ na ten drugi etap łańcucha, czyli przetwórstwo, mogą pomóc. Natomiast generalnie rolnik jest i będzie najsłabszym elementem łańcucha z powodów systemowych – dodał.

Na koniec Edward Bajko opowiedział o rozwiązaniu wprowadzonym kilka lat temu w SM Spomlek.

– To rozwiązanie ma, moim zdaniem, głęboki sens, a jest nastawione na stabilizację przychodów rolników. Nie jest tak, że ceny dla rolników są wiecznie cały czas złe i nie ma lepszych okresów. Są. Problemem jest zmienność tych cen i to, że jest ona szybsza, cykle są coraz głębsze i nie da się jej wytłumaczyć zmianą relacji popyt-podaż. Coraz większą rolę na rynku odgrywa gra spekulacyjna. Ta zmienność cen jest ogromna i obawiam się, że nic się z tym nie da zrobić. Nie ma takiej organizacji ani rządu, który byłby silniejszy niż duże pieniądze. A jeżeli nie jesteśmy w stanie zapobiec zmienności cen na artykuły rolne, postarajmy się zachować równe dochody dla rolnika. W dobrych czasach trzeba zrobić „zaskórniaka”, którego wyjmuje się w złych czasach. W 2014 roku utworzyliśmy fundusz stabilizacji. Gdy płacimy dobrą cenę, 3-5-7 groszy od litra odkładamy na fundusz przypisany do nazwiska danego rolnika. I jeżeli przyjdzie moment, że ja nie narażając na ryzyko upadłości mleczarni nie będę w stanie zapłacić więcej niż złotówkę, a wiem że oni za tę złotówkę nie przeżyją i się będą wywracać, mam fundusz. Wtedy płacimy tyle, ile możemy, żeby mieć równowagę, ale uruchamiamy własne pieniądze rolników. Oczywiście były komentarze: A co ty prezes będziesz za nas oszczędzał, my sobie sami oszczędzimy! To fajnie brzmi tylko wiem, że nie zaoszczędzą. Może niektórzy tak, ale w ogromnej liczbie nie zrobią tego. Czy to się da przełożyć na większą skalę? Nie, w skali kraju nie. Branżowo? Może i tak. Jedna rzecz jest kluczowa: to nie może być wspólny worek, to musi być przypisane do konkretnego rolnika: im więcej mleka oddaje, tym więcej ma. To zmiana filozofii, nie próbujemy stabilizować cen, bo się nie da, więc pomyślmy o stabilizacji przychodu – podsumował.

(12.10.2018 za AT/portalspozywczy.pl, fot. PTWP)