Bez-GMO deklaracja grubymi nićmi szyta

15.10.2018

Projekt bez-GMO to dobrze sprzedający się chwyt marketingowy lobbystów żywności ekologicznej. Wprowadza sztuczny podział deklarując, że po jednej stronie jest wszystko co zdrowe, po drugiej – już nie.

Bycie „eko” jest w modzie. Także w naszym kraju, gdzie „jak grzyby po deszczu” powstają sklepy z ekologiczną żywnością. Na półkach w marketach bez problemu znaleźć można produkty żywnościowe opatrzone etykietą z logiem „bez-GMO”.

W Polsce nie prowadzi się upraw roślin modyfikowanych. Ponadto produkty żywnościowe nie zawierają GMO nawet, jeśli pochodzą od zwierząt karmionych paszami zawierającymi genetycznie zmodyfikowane organizmy. Modyfikacje genetyczne z roślin nie przechodzą na zwierzęta i każdy produkt odzwierzęcy jest wolny od GMO. Rodzi się zatem pytanie: czemu służy etykieta z logiem „bez-GMO”?

Projekt „bez-GMO” tworzy sztuczny podział na GMO (genetycznie zmodyfikowane organizmy) i wolne od GMO. Przykładem paradoksu może być uznanie techniki edycji genu jako GMO, podczas gdy nie jest nim wykorzystanie radioaktywności do zmutowania rośliny (mutageneza fizyczna). Przez co środowiska naukowców wskazują, że jest częścią strategii lobbystów żywności ekologicznej, które od lat demonizuje biotechnologię.

Tymczasem zmiany w roślinach na poziomie genetycznym zachodzą nieprzerwanie. Od samego początku w ich kreowaniu swój udział w sposób bardziej lub mniej zamierzony mają ludzie, stosujący różne technologie, np. selekcja, hybrydyzacja, mutageneza: chemiczna, fizyczna, Crispr. Między technikami istnieją różnice, ale nie można z całą stanowczością podzielić ich na dwie odległe kategorie: GMO i bez-GMO.

Ponadto nawet tradycyjne techniki hodowlane mogą przypadkowo stworzyć rośliny toksyczne lub uczulające, podczas gdy modyfikacja transgeniczna może uzyskać rośliny całkowicie bezpieczne. Nie ma obiektywnej różnicy między technikami pod względem bezpieczeństwa dla zdrowia, jak i środowiska.

Znak „bez-GMO” umieszczony na produkcie ma informować o jego zdrowym pochodzeniu i dawać poczucie bezpieczeństwa konsumentom. Można go uzyskać i etykietować w ten sposób produkty, które nie mają odpowiedników GMO, tzn. nie ma opcji GMO dla danego typu żywności.

Projekt „bez-GMO” umyślnie wprowadza w błąd, przez co narusza Federalną Ustawę o Żywności, Lekach i Kosmetyce – twierdzi Fundacja na rzecz Technologii i Innowacji (ITIF – ośrodek badawczy o charakterze non-profit), która domaga się zakazania etykiet „bez-GMO”.

ITIF argumentuje, że etykieta z logiem „bez-GMO” zamieszczana na produktach wprowadza w błąd i zwodzi konsumentów, co jest niezgodne z prawem. Jest fałszywym oświadczeniem dotyczącym żywności, składników żywnościowych oraz ich wpływu na zdrowie i bezpieczeństwo żywienia. Dezorientuje i dezinformuje konsumentów w celu wydobycia od nich większych pieniędzy za równorzędne lub nawet gorsze produkty.

W związku z tym ITIF złożyło petycję do Rzecznika ds. Żywności i Narkotyków o interwencję. Wydania przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) rozporządzenia w sprawie zakazu używania terminu „bez-GMO” w odniesieniu do żywności i towarów konsumpcyjnych. Ponadto od dystrybutorów żywności i towarów wymogu rewidowania etykietowania.

Jest mało prawdopodobne, aby FDA zareagowało przychylnie i wprowadziło takie rozporządzenie. Jednak już zauważa, że oświadczenie bez-GMO deklaruje całkowity brak zmian, co wyklucza ewolucja. Żywność, którą obecnie spożywamy nie jest taka, jak jej ewolucyjni przodkowie.

(15.10.2018 za Katarzyna Szulc, farmer.pl)