Pomoc suszowa: absurd goni absurd

16.10.2018

Gdy zboże wyschło, a rolnik prowadzi produkcję zwierzęcą, nie może zaliczyć słomy do szkód z tytułu suszy. Z kolei, jeśli uprawy gorzej przezimowały, oszacowane straty spowodowane przez niedobór opadów należy pomniejszyć o te stwierdzone wcześniej. To kolejne z problemów, jakie przy okazji tegorocznej pomocy suszowej pokazujemy na naszych łamach. Świadczą one o tym, iż pozornie dobrze wyglądające przepisy dotyczące zarówno szacowania strat, jak i pozyskiwania pomocy, odstają mocno od praktyki.

– Chcę wystąpić o klęskowy kredyt preferencyjny. Poniosłem duże straty w zbożach z tytułu suszy, jednakże nie wszystkie zostały oszacowane, ponieważ jak przyszła komisja, na tych polach, gdzie szkody były największe, zboża zostały już wymłócone. Powiedziano mi w banku, że mogę dostać tyle kredytu, ile poniosłem strat. Posiadam stado bydła opasowego, potrzebuję słomę. Część już wziąłem na tzw. krechę, bo nie miałem wyjścia – relacjonuje jeden z naszych czytelników.

Gospodarz chce wystąpić o kredyt na wznowienie produkcji z linii obrotowej tzw. K02. Jak wskazują przepisy, kwota kredytu z linii K02 nie może rzeczywiście przekroczyć wysokości szkód w uprawach rolnych lub zwierzętach gospodarskich, oszacowanych przez komisję powołaną przez wojewodę. Chodzi o to, by nie przekroczyła ona kwoty obniżenia dochodu zwiększonej o koszty poniesione z powodu niekorzystnego zjawiska atmosferycznego. Rolnik chciał, aby w protokole suszowym uwzględniono mu koszty, jakie będzie musiał ponieść z tytułu zakupu słomy.

– Muszę dokupić sporo słomy, a ta – wiadomo – w tym roku jest bardzo droga. Już teraz za duży balot żądają ponad 80 zł. Urzędniczka, która w gminie zajmuje się obsługą protokołów suszowych, powiedziała mi, że słoma nie jest kosztem uwzględnianym w produkcji zwierzęcej. Zadzwoniłem do ośrodka doradztwa, usłyszałem to samo. Wykonałem też telefon do urzędu wojewódzkiego w Poznaniu, urzędniczka potwierdziła to, co wcześniej usłyszałem i szorstko odpowiedziała, że za słomę będę miał czym zapłacić, bo zaraz będą wypłacane zaliczki na dopłaty bezpośrednie, więc w czym problem – relacjonuje nasz czytelnik.

Bydło słomy jeść nie musi

Rolnik postanowił sam dokładnie przejrzeć formularze protokołu szacowania strat. W tabeli dotyczącej szkód w produkcji roślinnej jest rubryka, w której można wpisać wysokość szkód w uprawach uwzględnianych w produkcji zwierzęcej. Pod tabelą drobnym drukiem napisano, w jakich uprawach oblicza się te szkody. Są tutaj wymienione m.in. zboża na zielonkę, są ziemniaki i buraki pastewne, nawet brukiew i dynia, których żaden rolnik już dzisiaj nie uprawia na pasze, ale słomy nie ma.

– Mnie w szkole rolniczej uczono, że słoma jęczmienna dla bydła to dobra pasza, czyżby się coś zmieniło w tym temacie? – zadaje retoryczne pytanie nasz rozmówca.

Jeśli przejrzy się, na co można wykorzystać kredyt klęskowy K02, to wymienia się tutaj oprócz innych środków do produkcji, takich jak: kwalifikowany materiał siewny, nawozy, środki ochrony roślin, paliwo rolnicze, pasze treściwe i koncentraty, również pasze objętościowe, czyli też słomę. Dlaczego jednak koszt zakupu słomy nie jest uwzględniany w protokołach suszowych?

Jak mróz, to nie susza

„Jestem rolnikiem z woj. kujawsko-pomorskiego. Wielu rolników, w tym ja, ma problem z otrzymaniem pomocy suszowej, ponieważ wiosną składaliśmy do urzędu gminy wnioski o szacowanie strat z tytułu złego przezimowania. Chodziło głównie o rzepaki. Wojewoda podpisał protokoły, jednakże żadnej pomocy nie otrzymaliśmy. Mróz zniszczył nam uprawy, rośliny były słabsze, miały uszkodzony system korzeniowy, i tym samym były bardziej wrażliwe na brak opadów. Teraz jednak odlicza się nam straty z tytułu ujemnego przezimowania, co prowadzi do tego, że straty z tytułu suszy są poniżej 30% i na pomoc się nie łapiemy” – pisze do redakcji TPR z kolei inny czytelnik.

Wyliczając straty z tytułu suszy, urzędnicy postępowali zgodnie z wytycznymi dla komisji powołanych przez wojewodę, dotyczących ogólnych zasad szacowania szkód w gospodarstwach rolnych przygotowanych przez resort rolnictwa. Przepisy te wskazują, iż w razie kilkakrotnego uszkodzenia tej samej uprawy, wysokość każdej następnej szkody ustala się z uwzględnieniem wysokości poprzednio ustalonych szkód w skali całego gospodarstwa rolnego. W takim przypadku w kolejnym protokole wysokość szkód powinna zostać pomniejszona o szkody wykazane w poprzednich protokołach w odniesieniu do tej samej uprawy rolnej.

Według wytycznych ministerstwa tylko w sytuacji, jeżeli w poprzednim protokole oszacowane przez komisje szkody były niższe niż 30%, komisja w kolejnym protokole może podać łączną wartość i poziom szkód w skali gospodarstwa w odniesieniu do wszystkich niekorzystnych zjawisk atmosferycznych.

Najwyraźniej urzędnicy z resortu rolnictwa rozumują w ten sposób: skoro rzepak wymarzł, to znaczy, że mniej wysechł. Takie rozumowanie miałoby sens, gdyby rolnicy otrzymali odszkodowanie za straty wywołane przez ujemne skutki przezimowania. Ale skoro nie otrzymali żadnej pomocy, a straty były duże, zostali skrzywdzeni dwa razy.

Resort rolnictwa nie odpowiada na nasze zapytania dotyczące problemów, z jakimi borykają się przy okazji pomocy suszowej rolnicy. Należy mieć tylko nadzieję, że ta cisza jest spowodowana pracą nad zmianą przepisów. Tego niewątpliwie oczekiwaliby od resortu rolnictwa na pewno rolnicy, a kto wie: może też nękani przez gospodarzy urzędnicy.

(16.10.2018 za dr Magdalena Szymańska, tygodnik-rolniczy.pl)