Zamykanie małych sklepów jest zagrożeniem dla wielu spółdzielni mleczarskich

12.01.2019

– Spółdzielcza Mleczarnia Spomlek jest w krajowej czołówce producentów serów i na rynku mamy ugruntowaną pozycję, którą ciągle poszerzamy – mówi Edward Bajko, prezes Spółdzielczej Mleczarni Spomlek w Radzyniu Podlaskim. – Mleczarnie, które nie mają na rynku ugruntowanej marki i mają mniejszy wolumen produkcji, mogą się czuć zagrożone. Głównie z tego powodu, że trwa proces koncentracji handlu. Zaś ograniczenie liczby małych sklepów oznacza dla nich poważne problemy. Można powiedzieć, że jest to likwidacja ich naturalnego środowiska. Właściwie to pozostaje im tylko szukanie niszy rynkowej związanej z produktami regionalnymi albo lokalnymi – mówi prezes Edward Bajko.

Z prezesem Edwardem Bajko ze Spółdzielczej Mleczarni Spomlek w Radzyniu Podlaskim rozmawia Krzysztof Wróblewski

– Jaka jest ocena dorobku Spółdzielczej Mleczarni Spomlek w 2018 roku?

– Ta ocena dla naszej spółdzielni wygląda dobrze. Rok zakończymy zyskiem. Nasza efektywna praca nad wzmocnieniem marki bardzo dobrych pod względem jakości i smaku serów sprawiła, że mocniej zakotwiczyliśmy się na rynku. I tym samym, znacznie mniej jesteśmy zależni od wahań cen serów mainstreamowych na rynku światowym. Szczególnie mocną pozycję mają sery długodojrzewające. Trzeba pamiętać, że w Polsce byliśmy pionierem w produkcji tych serów i od wielu lat jesteśmy liderem w tym segmencie serowarskim. Ważne jest też dla polskiego rynku, że został mocno ograniczony import tanich serów podstawowych z Niemiec i Holandii, które były oferowane w cenach niższych niż koszty produkcji. Ten import bardzo dezorganizował krajowy rynek serów. Natomiast podobnie jak inni producenci branży mleczarskiej jesteśmy wrażliwi na wahania cen na rynku światowym tłuszczu mlecznego oraz

proszków.

Nasza mleczarnia wyspecjalizowała się w przerobie serwatki na koncentrat białek serwatkowych WPC 80 oraz izolat białek serwatkowych WPI95. Niestety, od października ubiegłego roku ceny tych produktów mocno spadły, co odbiło się również na naszym biznesie.

Jeszcze nie tak dawno WPC był składnikiem odżywek dla sportowców, a w szczególności dla kulturystów, a także dla rekonwalescentów. Obecnie jego zastosowanie w przemyśle spożywczym jest znacznie szersze. W sklepach widać m.in. szereg batoników, których jednym ze składników jest koncentrat białek serwatkowych. I to jest słuszne posunięcie, bowiem służy zdrowiu. Pragnę tutaj dodać, że izolaty są trudnym i wyrafinowanym produktem w procesie produkcji. Dlatego dziwi fakt głębokiego spadku cen WPC i izolatów na rynku światowym przy jednoczesnym rozszerzeniu zakresu ich stosowania. W tym miejscu zastosowanie słowa spekulacja jest moim zdaniem bardzo uzasadnione. Mimo tego, taki przerób słodkiej serwatki ma głęboki sens i daje lepsze spieniężenie niż produkcja klasycznego proszku serwatkowego.

Czy to jest całość serwatki powstałej w procesie produkcji serów ze Spomleku?

– Tak. W Radzyniu przerabiamy serwatkę z czterech naszych zakładów, to jest z Radzynia, Młynar, Chojnic i Parczewa.

Czy można powiedzieć, że rynek serów twardych w Polsce został już ukształtowany? A może ten proces jeszcze trwa.

– Ukształtowała się czołówka producentów serów żółtych, która właściwie zabezpieczyła na rynku swoje interesy. Jednak te mleczarnie, które nie mają na rynku ugruntowanej marki i mają mniejszy wolumen produkcji, mogą się czuć zagrożone. Głównie z tego powodu, że trwa proces koncentracji handlu. Zaś ograniczenie liczby małych sklepów oznacza dla nich poważne problemy. Można powiedzieć, że jest to likwidacja ich naturalnego środowiska. Właściwie to pozostaje im tylko szukanie niszy rynkowej związanej z produktami regionalnymi albo lokalnymi. Jeżeli chodzi o naszą spółdzielnię, to umiejscowiliśmy się w krajowej czołówce producentów serów i na rynku mamy ugruntowaną pozycję, którą ciągle poszerzamy. Bowiem w tej sferze mamy duże doświadczenie, odpowiednią technologię i wybitnych fachowców. Suma tych czynników przekłada się na sukces rynkowy. Poza tym dysponujemy zbyt małą ilością mleka, aby móc w dużej skali wejść w inny asortyment produkcji mleczarskiej.

Jak to pojęcie „mało mleka” przekłada się na konkretne dane skupowe?

– Z własnego surowca robimy w ciągu doby 65 ton sera. Ten wolumen produkcji sera sprawia, że dla krajowego handlu jesteśmy poważnym partnerem. I daje nam ugruntowane miejsce w pierwszej piątce liderów specjalizujących się w produkcji serowarskiej. Od około 1200 naszych dostawców skupiliśmy w 2018 roku około 235 milionów litrów mleka. Zaś średnia cena skupu wyniesie około 1 zł i 36 groszy netto. Obecnie dopłacamy też dodatkowo – od września ub.r. – do każdego skupionego litra mleka 10 groszy ze specjalnego Funduszu Specjalizacji i Rozwoju. Na konto tego Funduszu – gdy była dobra koniunktura – potrącaliśmy kilka groszy z ceny każdego skupionego litra mleka.

Jaka jest pana ocena połączenia, a właściwie to włączenia do Spomleku dwóch daleko położonych od Radzynia Podlaskiego spółdzielni – w Elblągu z zakładem w Młynarach oraz w Chojnicach?

– Te połączenia mają strategiczne znaczenie dla naszej spółdzielni i oceniam je bardzo dobrze. Owe połączenia umożliwiły nam jednak osiągnięcie czołowego miejsca na liście krajowych producentów sera. Gdyby do nich nie doszło, co najwyżej znajdowalibyśmy się na liście średniaków. A tak, mamy dostęp do większej ilości surowca, a także dysponujemy większymi mocami produkcyjnymi. Zainwestowaliśmy w te zakłady. Zarówno w Młynarach, jak i Chojnicach wymieniliśmy praktycznie całą technologię. W Młynarach robimy sery w formie tzw. eurobloku w całości przeznaczone do konfekcjonowania. Natomiast w Chojnicach robimy ser salami przeznaczony także do konfekcjonowania. Również w zakładzie w Parczewie produkowany jest ser salami, który w całości jest sprzedawany w bloku. Zaś w zakładzie w Radzyniu coraz więcej mocy produkcyjnych wykorzystywanych jest do wytwarzania serów z linii Skarby Serowara. Niedługo uruchomimy nową linię, która pozwoli nam na sprzedawanie serów z linii Skarby Serowara w nowych formatach. W sumie w 4 naszych zakładach zatrudniamy 750 osób. Na połączeniach zyskali także rolnicy, którym płacimy dobrze i stabilnie za mleko.

Niegdyś radamer – sztandarowy ser z Radzynia – był postrzegany jako ser długodojrzewający?

– To nie jest dobre określenie dla tego sera, który po prostu nie nadaje się do długiego dojrzewania. Radamer to ser typu mazdam. Zaś mazdam był odpowiedzią Holendrów na szwajcarskiego ementalera. Radamer był to pierwszy ser w Polsce z dziurami, produkowany na dużą skalę i nadal jest naszą silną marką, którą wnet będziemy wzmacniać i wyróżniać.

Czy zwiększa się zainteresowanie polskich klientów serami długodojrzewającymi?

– Z roku na rok zainteresowanie klientów półką z serami długodojrzewającymi rośnie. Sprzedaż naszych serów z tej półki, czyli z linii Skarby Serowara, rośnie rocznie o koło 30%. Szczególnie dotyczy to bursztyna, który cieszy się także zainteresowaniem szefów kuchni w dwustu najlepszych polskich restauracjach. Bursztyn szefa dojrzewa rok, a nawet dłużej. I jest to bardzo dobry zamiennik dla parmezanu. Jest też podawany na desce serów i stosowany do wielu innych potraw – między innymi sałatek i zup. Inne nasze sery tego typu to szafir i rubin. Pragnę tutaj powiedzieć, że za kilka miesięcy w rodzinie Skarby Serowara pojawi się nowy ser długodojrzewający, o zupełnie innej charakterystyce i o bardzo wyrafinowanym smaku.

(12.01.2019 za tygodnik-rolniczy.pl)