Brexit najbardziej dotknie polską branżę spożywczą

17.01.2019

Nawet twardy Brexit nie stanowi zagrożenia dla założonego w projekcie budżetu wzrostu gospodarczego na poziomie 3,8% – twierdzi Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju. Brexit najbardziej dotknie polską branżę spożywczą. Odczuje go również przemysł elektromaszynowy, motoryzacyjny i usługi finansowe.

– Czy spełnienie się najgorszego scenariusza, czyli tzw. twardy Brexit – opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię bez porozumienia – stanowi zagrożenie dla założonego w budżecie wzrostu polskiego PKB na poziomie 3,8%?

– Nie ma takiego zagrożenia. Przy tworzeniu budżetu zostały skalkulowane wszystkie możliwe scenariusze.

– Brexit nie przejdzie jednak niezauważony przez polską gospodarkę, Które branże mogą najbardziej odczuć realizację tego najgorszego scenariusza?

Gdybyśmy mieli rzeczywiście do czynienia z Brexitem bez umowy, odczuje to z pewnością przede wszystkim branża spożywcza, i to w bardzo krótkim czasie. Jesteśmy dużym eksporterem żywności na Wyspy, w grę wchodzą zatem duże ilości towarów, które będą musiały być poddane różnym kontrolom, zdobywać różne certyfikaty. Pojawi się też oczywiście problem ceł.

Inną branżą, która odczuje negatywne konsekwencje Brexitu będzie przemysł elektromaszynowy, który również do Wielkiej Brytanii eksportuje. Również dla przemysłu motoryzacyjnego taki scenariusz może być pewnym kłopotem. Ucierpią również – o czym mniej nieco w Polsce mówimy – usługi finansowe. Cała Unia Europejska korzystała przecież z Londynu jako centrum finansowego.

– Czy należy się też liczyć z pośrednim wpływem Brexitu, tzn. nie tylko kłopotów związanych z bezpośrednią wymianą handlową, ale też wpływem tego wydarzenia na gospodarkę europejską, z którą jesteśmy przecież związani?

– Często powtarzam, że Brexit jest znacznie większym zagrożeniem dla gospodarki brytyjskiej niż dla gospodarki europejskiej. Gospodarka europejska po prostu częściowo to sobie zakomoduje wewnątrz Unii Europejskiej, a częściowo na rynkach zewnętrznych. Wielka Brytania ma znacznie większy problem. Bardzo trudno będzie jej się przestawić na nowe rynki w tak krótkim czasie.

– Co z unijnymi funduszami w przypadku Brexitu bez porozumienia? Zabraknie przecież brytyjskiej składki. Czy jest szansa na zwiększenie składek przez pozostałych płatników, czy też konieczne będą cięcia inwestycji na finiszu obecnej perspektywy budżetowej?

– Jeżeli mówimy o obecnej perspektywie, to gdyby doszło do twardego Brexitu, powstałaby kwestia zrekompensowania tej dziury poprzez dodatkowe wpłaty ze strony krajów członkowskich. Wydaje mi się, że szanse na tego typu rozwiązanie byłaby naprawdę dosyć spora.

Unia jest bowiem takim tworem, że jak coś zaplanuje, to raczej realizuje. A ponieważ to dotyczy obecnej perspektywy finansowej, już zaplanowanej i realizowanej, zrekompensowanie ubytku składki brytyjskiej wydaje się dość prawdopodobne. Przypomnijmy, że jest to perspektywa, która w sensie zobowiązań kończy się w 2020 roku, ale w sensie płatności dopiero w 2023 roku.

Zupełnie inną kwestią jest następna, obecnie negocjowana, perspektywa budżetowa Unii Europejskiej. Dziś można niemal na pewno powiedzieć, że jest zgoda w zasadzie wszystkich państw członkowskich na zwiększenie składek. Pytanie tylko, o ile i czy zrekompensuje to w całości ubytek brytyjskiej składki. Tak naprawdę tego będą dotyczyły negocjacje.

(17.01.2019 za wnp.pl, fot. PTWP)