Jak zmieniło się polskie mleczarstwo po 15 latach od wejścia do UE?

24.01.2019

– Na tym jednym z najważniejszych forów spółdzielczych w Polsce chciałbym powiedzieć kilka zdań o moich doświadczeniach i obserwacjach dotyczących najistotniejszych problemów naszego mleczarstwa – stwierdził Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, który gościł na Konferencji Mleczarstwa Polskiego „Euromlecz”, zorganizowanej w mleczarskiej Klinice Uzdrowiskowej „Pod Tężniami” w Ciechocinku.

Ta doroczna i niezwykle ważna impreza dla całego sektora mleczarskiego odbyła się w dniach 10-13 stycznia br. Zaś jej organizatorami byli: profesor Andrzej Kowalski – dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, profesor Zygmunt Zander z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Wiktor Kolbowicz – prezes Spółdzielni Usług Medycznych, bo taką formę prawno-organizacyjną ma Klinika Uzdrowiskowa Pod Tężniami imienia Jana Pawła II.

Słowa krytyki

– Naszym nieszczęściem jest to, że każda rolnicza branża widzi tylko swój interes – mówił Jan Krzysztof Ardanowski.

Zdaniem ministra Ardanowskiego, czym innym jest sprzedaż w swojej gminie, a czym innym handel międzynarodowy.

I tu żaden minister nie jest w stanie przeciwdziałać zjawisku polsko-polskiej konkurencji. Choć były podejmowane próby tworzenia platform sprzedażowych i wspólnych ofert, to „każda pliszka swój ogonek chwali” – mówił minister.

– Istnieje przekonanie, że jakbyśmy się sprężyli, wydali pieniądze i bylibyśmy obecni na większej liczbie imprez światowych, to sprzedamy więcej. Owszem, pracę trzeba wykonywać i nie zaniedbujemy żadnych działań, które mają zapewnić dostęp do nowych rynków.

Zaznaczył, że rynki na świecie, które mają pieniądze i są w stanie zapłacić za produkty żywnościowe, to są generalnie rynki nasycone.

– Mityczne Chiny i inne kraje wschodniej Azji – próby promowania się na tych rynkach generalnie sprowadzają się do tego, że trzeba kogoś wypchnąć, a nie że gwałtownie wzrośnie zapotrzebowanie – dodał Ardanowski.

W opinii ministra Ardanowskiego, kolejny problem to fakt, że w niektórych spółdzielniach mleczarskich spółdzielczość jest fikcją, a udział rolników w zarządzaniu ich własnością jest niewielki.

– Rola organów przedstawicielskich została zredukowana do funkcji dekoracyjnych. Do przysłowiowego kwiatka do kożucha – mówił minister rolnictwa.

Miał on tutaj na myśli zapewne spółdzielnię ROTR z Rypina, która niedawno upadła, a rada nadzorcza i walne zebranie przedstawicieli nie było w stanie zapobiec temu upadkowi.

– Managementowi wydaje się, że spółdzielnia to jest ich prywatna własność, a nie że są pracownikami u rolników.

Niestety, ten wątek nie został wyjaśniony do końca, bowiem minister musiał opuścić wcześniej konferencję, by spotkać się z przedstawicielami branży cukrowniczej. Powszechne były głosy krytyki, że minister przesadził i to znacznie uogólniając doświadczenia rypińskie na inne zarządy kierujące spółdzielniami mleczarskimi.

– Gdyby zarządy spółdzielni nie działały efektywnie z korzyścią dla właścicieli, to spółdzielczość mleczarska dawno by upadła, a producenci mleka mieliby takie same kłopoty jak producenci trzody chlewnej albo producenci warzyw i owoców – tak skomentował słowa ministra prezes Grzegorz Gańko z OSM Sierpc.

Z kolei prezes Waldemar Broś wyjaśniał, że dyskusja na ten sporny temat odbędzie się na lutowym spotkaniu ministra z prezesami i przewodniczącymi rady nadzorczych, w którym to minister na pewno będzie uczestniczył.

Pomoc dla mleczarstwa

Inny wątek, który Jan Krzysztof Ardanowski poruszył podczas Euromleczu, to pomoc dla polskich rolników zajmujących się produkcją mleka.

Wprowadziłem dopłatę do paliwa używanego w gospodarstwach zajmujących się produkcją bydła. Mają o to pretensje producenci trzody i innych zwierząt. To jest kilkaset milionów, które trafi dodatkowo do gospodarstw zajmujących się hodowlą bydła. Łącznie na paliwo rolnicze przeznaczamy 1,2 mld zł – podkreślił minister.

Zaznaczył, że ubiegłoroczna susza mocno osłabiła polskie rolnictwo. Podkreślił, że udało się przekonać Komisję Europejską, aby część upraw można było przeznaczyć na pasze.

Wprowadziłem mechanizm, którego nie było nigdy w Polsce. Bez konsekwencji kar czy sankcji, wielu gospodarstwom to pomogło – mówił Ardanowski.

Czesław Siekierski, europoseł i przewodniczący komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego, zwrócił uwagę, że w 2019 roku mija 15 rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej oraz 30 rocznica wyborów z czerwca 1989 roku.

Jeśli popatrzymy na zadłużenie gospodarki włoskiej, na sytuację polityczną w Austrii czy we Francji, gdzie dominuje pani Le Pen, czy także w Holandii czy AfD w Niemczech, to widać wyraźną zmianę i dominację sił prawicowych. Takie jest tło moich rozważań – mówił Siekierski.

Jego zdaniem, problemy środowiska (susze, klęski żywiołowe), gospodarcze i społeczne, przekładają się na migracje, które będą się pogłębiać. Szacuje się, że na świecie 200 milionów ludzi jest chętnych do opuszczenia swoich domów.

Siekierski uważa, że w Unii i na świecie rośnie znaczenie wielkich koncernów, a maleje rola państwa. Coraz większą rolę odgrywają nowi międzynarodowi gracze.

Unia pomaga, Chiny inwestują

– Chińczycy kupili ogromne powierzchnie tam, gdzie są szczególnie wartościowe surowce w Afryce. Oczywiście Unia też realizuje program pomocowy wobec Afryki, ale Chiny po prostu chcą zawładnąć afrykańskimi surowcami. Ostatnio u Chińczyków pojawił się zapał do inwestowania w ziemię w Europie, a nawet we Francji, z czego powstała ogromna burza polityczna. A jeśli już mówię o ziemi, to PE na moje zlecenie przygotował raport na temat nadmiernej koncentracji ziemi. Jest ona niekorzystna, bo w całej filozofii Unii Europejskiej chodzi o to, żeby ziemia była w rękach tych, którzy na niej pracują, a nie padła ofiarą spekulacji – tłumaczył Siekierski.

Odnosząc się do bieżących problemów UE, Czesław Siekierski mówił o przygotowywaniu nowego budżetu Unii. Brexit sprawi, że wpływy do niego spadną o 12 mld euro. Obecnie składka do budżetu to 1% PKB całej UE, gdybyśmy chcieli ten ubytek uzupełnić, to powinna wzrosnąć do 1,3%. Z tego m.in. powodu wydatki na Wspólną Politykę Rolną zmniejszą się o 5%. Siekierski przypomniał, że poprzedni budżet na rolnictwo został w związku z kryzysem finansowym pomniejszony o 48 mld euro.

Z tego powodu w płatnościach bezpośrednich mieliśmy o niecały 1% mniej – wyjaśniał europoseł.

Odnosząc się do poziomu dopłat bezpośrednich wskazał, że będzie się on nadal wyrównywał. Tam gdzie są najniższe (Rumunia, Bułgaria i kraje bałtyckie) zostaną podniesione, a tam gdzie są najwyższe, nieco obniżone. Nastąpi więc zbliżenie poziomów dopłat, ale nie ich zrównanie.

Nacjonalizacja WPR

Nowa praktyka wprowadzona przez Brukselę, aby kraje członkowskie przygotowywały tzw. plany strategiczne, zdaniem wielu prowadzi do nacjonalizacji Wspólnej Polityki Rolnej. W opinii Siekierskiego, nie jest to jednak tak niebezpieczne jak się wydaje, bo Unia jest bardzo silnie zróżnicowana rolniczo.

Siekierski uważa, że istnieje bardzo poważne zagrożenie, że budżetu UE nie uda się uchwalić przed końcem kadencji Parlamentu Europejskiego, bo do dokumentów legislacyjnych zgłoszono 7 tys. poprawek.

Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich wskazał, że mleczarstwo to bardzo skomplikowany mechanizm. To, co się stało np. w Rypinie, to efekt działania dwóch osób.

To, co w Polsce osiągnęliśmy, to także wynik działania ludzi – prezesów spółdzielni, bo to im udało się doprowadzić do tego, co w Polsce w branży mleczarskiej mamy – mówił prezes Broś.

Waldemar Broś rozpoczął swe wystąpienie od przypomnienia, w jakim miejscu byliśmy w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Mieliśmy wówczas kwotę mleczną na poziomie 9,38 mld kg.15 lat temu skupowaliśmy poniżej 8 mld kg mleka. Dziś to 11,5–11,6 mld kg. W 2018 roku możemy przekroczyć skup sprzed 30 lat. Nastąpiła ogromna koncentracja przetwórstwa, dziś nie ma nawet setki spółdzielni. Liczba gospodarstw zbliżyła się do 125 tys.

Przed wejściem do UE przetwórstwo było już przystosowane do wymagań unijnych. Rolnicy byli jeszcze na początku drogi. Pierwszego robota do udoju zainstalowano pod koniec 2008 roku. Dziś mamy już ponad 350 robotów w 220 gospodarstwach – mówił Waldemar Broś.

Przykładem takiego postępu jest gospodarstwo Wojciecha Wilamowskiego, przewodniczącego rady KZSM, którego ostatnie inwestycje wyniosły około 5 mln zł – w bardzo nowoczesną oborę z zapleczem i trzema robotami.

Jak mówił Broś, minione 15 lat to m.in. zwielokrotnienie skupu z jednego gospodarstwa, który wzrósł z niespełna 22 tys. l do niemal 100 tys. l.

Zmienić świadomość

Waldemar Broś uważa, że dalszy wzrost spożycia mleka w Polsce jest możliwy, ale musimy inaczej mleko promować.

Nie „Pij mleko będziesz wielki”, czy „Mam kota na punkcie mleka”. Musimy postawić na poprawę świadomości, podkreślanie walorów zdrowotnych mleka. Jeśli wzrośnie świadomość konsumentów, to nie będą oni zwracać uwagi na kłamliwe informacje o rzekomej szkodliwości mleka – mówił Waldemar Broś.

Zwrócił również uwagę na konsekwencje funkcjonowania systemu kwot mlecznych. Nie tylko trzymał on w ryzach produkcję, ale także sprawił, że rolnicy musieli zapłacić ponad 1 mld zł.

Profesor Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, zwrócił uwagę, że w minionym roku w polskich gospodarstwach przybyło krów, co jest dość zaskakujące. Ich pogłowie wzrosło z 2,154 mln do 2,233 mln. Podkreślił, że cykl koniunkturalny w mleczarstwie trwa dwa-trzy lata, więc należy się spodziewać, że rok 2019 będzie trudny lub co najmniej przeciętny.

(24.01.2019 za Paweł Kuroczycki, Krzysztof Wróblewski, tygodnik-rolniczy.pl, fot. tygodnik-rolniczy.pl)