Ardanowski do szefów mleczarń: jak długo pozwolicie sieciom handlowym się doić?

07.03.2019

– Chciałbym podziękować Waldemarowi Brosiowi, prezesowi Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, za zaproszenie na dzisiejsze spotkanie. Sektor mleczarski jest jednym z najlepiej zorganizowanych sektorów w Polsce i tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Często spotykam się z jego przedstawicielami, niedawno miałem okazję odwiedzić Okręgową Spółdzielnię Mleczarską w Kole i jej prezesa Czesława Cieślaka – na wstępie swojego wystąpienia podczas sympozjum „Aktualna sytuacja w sektorze i na rynku mleczarskim” – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa. W spotkaniu uczestniczyło kilkudziesięciu prezesów i przewodniczących rad nadzorczych spółdzielni mleczarskich zrzeszonych w KZSM, ale nie tylko. Na spotkanie na zaproszenie prezesa Brosia przybyli także: prezes Edmund Borawski z SM Mlekpol w Grajewie oraz prezes Jerzy Borucki z Grupy Kapitałowej Polmlek.

Jak wykorzystać potencjał polskiej branży mleczarskiej?

– Dzisiejsze spotkanie chciałbym wykorzystać, by odpowiedzieć na najbardziej nurtujące was pytania oraz zdobyć wiedzę co jeszcze mogę zrobić, w jakim kierunku działać, by bardziej wykorzystać potencjał polskiej branży mleczarskiej. Przez ostatnie pół roku udało mi się wprowadzić kilka rozwiązań, z których korzystają producenci mleka, mam tu na myśli zwiększenie dopłaty do paliwa rolniczego dla gospodarstw hodujących bydło. Druga sprawa, która w ubiegłym roku pomogła producentom mleka, to pomoc suszowa, która objęła również gospodarstwa, które wcześniej nie mogły z niej skorzystać. Ostatnio intensywnie pracuję nad poszukiwaniem nowych rynków zbytu dla polskiej wołowiny, bo to co się stało, jest tragedią. Ostatnie wydarzenia stały się pretekstem do psucia wizerunku polskiej żywności, nie tylko mięsa – powiedział minister Ardanowski.

Dodał też, że gdy podobne przypadki – jak w rzeźni pod Ostrowią Mazowiecką – odnotowano w Niemczech czy też we Francji, to tych oczywistych faktów nie wykorzystano do masowej fali hejtu przeciwko niemieckiej czy też francuskiej żywności.

Najważniejszym punktem spotkania była dyskusja, w której głos zabrał Czesław Cieślak – prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kole. Powiedział m.in. o marżach stosowanych przez sieci handlowe na produkty mleczarskie. Mówił, że w Niemczech przedstawiciele przemysłu mleczarskiego i handlu doszli do porozumienia i na pewien czas ustalili wysokość marż na ceny. Powiedział również, że w Polsce marża na produkty, które się nie psują, np. masło, sięga nawet 15 zł/kg. Taki zysk mają sieci przy marży dla mleczarni wynoszącej od 1 zł do 2 zł/kg. Zapytał czy nie warto podjąć jakichś działań, by konsument nie płacił tak wysokich cen w sklepach.

Waldemar Broś – prezes KZSM dodał, że marża zaczyna być najwyższą składową ceny. Nie jest nim koszt skupu mleka, produkcji czy zysk spółdzielni i przetwórcy. Zdarzają się przykłady, że sprzedawcy określają marże na 100 i więcej procent. KZSM nie raz zwracał uwagę, że może warto określić pewien poziom marży nieopodatkowanej np. do 30-40%. Cena z wysoką marżą bez wątpienia wpływa na ograniczenie spożycia mleka i jego przetworów, dlatego też ciężko będzie, zdaniem prezesa związku, zwiększyć średnie spożycie mleka w Polsce wynoszące obecnie ok. 220 l mleka na osobę.

Odnosząc się do słów Czesława Cieślaka dotyczących marż, minister Ardanowski powiedział: – Nie mam wpływu na marże w sieciach handlowych. Dopóki sieci będą was rozgrywały, dopóki pozwolicie się doić, to będziecie dojeni. Jeśli nie będziecie potrafili ze sobą współpracować, żeby zaoferować wspólne żądania wobec sieci, to do końca świata będziecie kiwani. Nie sądzę, by w handlu ktokolwiek mógł określić wysokość marży. Tak samo jak wy sprzedajecie w swoich sklepikach i nikt wam nie określa wysokości marży, w jakiej sprzedajecie swoje wyroby. Z pewnością byście się bardzo zdenerwowali, gdyby ktoś przyszedł i powiedział, że sprzedajecie np. masło w zbyt wysokiej cenie.

W dyskusji głos zabrał Edmund Borawski – prezes SM Mlekpol, który mówił o zakończonym kwotowaniu produkcji mleka, które nie zostało rozliczone.

Część zakładów, spółdzielni mleczarskich, nie może odzyskać pieniędzy, którymi za rolnika zapłaciły kary za nadprodukcję. Większość takich gospodarstw z różnych przyczyn popadło w kryzys. Oczekujemy od pana ministra działań mających na celu dokonanie końcowego rozliczenia – powiedział prezes Edmund Borawski.

Co z nadprodukcją polskich zakładów mleczarskich?

Drugi temat, jaki poruszył, dotyczył zagospodarowania produkcji polskich zakładów mleczarskich.

– O tym, że jest nadwyżka, wszyscy wiemy, ale chyba za mało jest działań podejmowanych w celu zwiększenia spożycie mleka i jego przetworów na rynku wewnętrznym. Należy edukować konsumenta, jest przecież Fundusz Promocji Mleka (FPM), który miał przekonywać młode pokolenie do konsumpcji artykułów mleczarskich. Przez dłuższy czas dzieci w szkołach otrzymywały mleko przez 5 dni w tygodniu, potem ograniczono to do 3 dni. Proponowałbym, żeby powrócono do 5 dni i by program zwiększyć o inne artykuły mleczarskie. Uważam, że należy wspierać uczestnictwo w targach. Moim zdaniem, FPM powinien być drugą nogą – wsparciem działalności zarówno na rynku wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Można by było wprowadzić zasadę, że firma, która wyjeżdża na targi, przedstawia faktury i mogłaby kompensować część płatności z odprowadzanych do Funduszu Promocji Mleka. Trzecią nogą jest uczestnictwo w międzynarodowych organizacjach mleczarskich i to FPM powinien. Panie ministrze, proszę, by się pan pochylił nad Funduszem, który miał pomagać rozwiązywać problemy środowiska mleczarskiego, godzić nas. A tymczasem ów Fundusz nas skonfliktował.

Odnosząc się do słów Edmunda Borawskiego minister powiedział:

  • Przyznam szczerze, że nie wiem jak rozwiązać problem rozliczeń. Przepis w całej Europie jest jednakowy, każdy wiedział ile ma produkować. Jeśli ktoś nie zapłacił kar za nadprodukcję, to za niego zapłaciła spółdzielnia. Kto ma to zdjąć ze spółdzielni?

W tym miejscu uzupełniających informacji udzielił Waldemar Broś.

Panie ministrze, 99% środków zostało przekazywane na zapłatę na kary, ale jeden procent pozostał w ARR, czyli obecnym KOWR-ze. Proszę o sprawdzenie co się stało z tymi środkami.

Postaram się sprawdzić jak najszybciej czy KOWR dysponuje takimi środkami i czy można i jak przekazać. Odnosząc się do targów. Każda, zarówno ta duża jak i mała firma, jest wspierana. Uważam jednak, że ci najwięksi nie powinni wyciągać ręki po wsparcie do zagranicznych wyjazdów promocyjnych.

Grupy producenckie kontra spółdzielnie mleczarskie

W swoim wystąpieniu Elżbieta Labryszewska – prezes zarządu Rolniczo-Pracowniczej Spółdzielni Mleczarskiej Szczerców, mówiła o grupach producentów mleka w kategorii mleko krowie. Poinformowała o tym, że ma dwie takie grupy i odniosła się do rozporządzenia ministra rolnictwa z 16.08.2006 roku mówiącego o tym, że członkowie tych grup nie mogą zasiadać w organach nadzoru spółdzielni mleczarskich.

Odnosząc się do słów Elżbiety Labryszewskiej, minister rolnictwa wyraził zdziwienie.

Dobrze zorganizowana spółdzielnia mleczarska, która jest własnością rolników, pomagająca swoim członkom, nie wymaga żadnych grup producentów mleka. Nie wiem co robi taka grupa w dobrze działającej spółdzielni mleczarskiej. Ogrywa tę spółdzielnię? Jest jej konkurencją? – pytał. – Prawo spółdzielcze mówi wprost, że w organach spółdzielni nie mogą zasiadać przedstawiciele organizacji konkurencyjnych. Prawa spółdzielczego w tej kwestii się nie zmieni – powiedział minister.

A jego słowa sala skomentowała rzęsistymi oklaskami.

Krajowe produkty powinny być oznakowane jako Produkt Polski

Ryszard Masalski – przewodniczący komisji problemowo-gospodarczej KZSM, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej Maluta, przedstawił najważniejsze problemy, z jakimi boryka się polska branża mleczarska. Mówił o wykorzystaniu środków unijnych, przychodach spółdzielni mleczarskich, sposobach pozbycia się nadwyżki produkcji wyrobów mleczarskich, pozyskiwaniu nowych rynków zbytu. Kilka zdań dotyczyło Funduszu Promocji Mleka, by środki przeznaczać na edukację, a nie uczestnictwo w targach i wystawach.

Jan Krzysztof Ardanowski odniósł się do słów Ryszarda Masalskiego i poprosił o złożenie na piśmie stanowiska komisji problemowo-gospodarczej KZSM.

– O tym, że eksport wyrobów mleczarskich jest ważny, nikogo nie trzeba przekonywać. Wszyscy wiemy, że eksport jest warunkiem przetrwania branży mleczarskiej w Polsce. Oczywiście należy podjąć działania o odzyskanie rynku wewnętrznego i toczyć spory z dużymi sieciami handlowymi, które stały się głównymi kanałami dystrybucji. Nie będzie to jednak proste. To co chcę robić i do czego was chcę zachęcić, to apelowanie, zachęcenie konsumentów, by w sklepach szukali i kupowali polskie wyroby. Tylko w ten sposób możemy wywrzeć presję na sieci, że konsumenci życzą sobie polskich wyrobów. Dziwi mnie fakt małego zainteresowania oznakowywaniem polskich wyrobów znakiem Produkt Polski i oznaczenia go polską flagą. Wystarczy, że 75% zużytego do produkcji surowca będzie pochodziło z Polski, a przecież w przypadku wyrobów mleczarskich te wymagania zostaną spełnione bez najmniejszych problemów. Może warto pomyśleć o budowie polskiej sieci handlowej, a kto jak nie dobrze zorganizowany sektor mleczarski to potrafi zrobić? Państwo ma to zrobić?

Zlikwidować czy naprawić Fundusz Promocji Mleka?

Minister Ardanowski omówił również temat związany z Funduszem Promocji Mleka.

– Bardzo się cieszę, że Fundusze Promocji powstały, to ja jeszcze zostawiłem ministrowi Sawickiemu na biurku gotową koncepcję ich działania. Fundusze Promocji były potrzebne. Z drugiej strony, krytycznie oceniam sposób wydatkowania przez nie środków. Co prawda ostatnio sytuacja się poprawiła. Ale przez lata było to trwonienie pieniędzy, które nie przyniosło efektu zwiększenia rozpoznawalności czy sprzedaży. Boję się ministerialnego mieszania w funduszach – tam rządzą rolnicy i przetwórcy. Komisje zarządzające są tak skonstruowane, że to rolnicy i przetwórcy decydują na co przeznaczyć środki. Temat funduszy bardzo często pojawia się podczas różnego rodzaju protestów. Rocznie na wszystkie Fundusze Promocji trafia 30 mln zł i często pojawia się zdanie, że środki te są niewłaściwie wydatkowane, że nie trafiają na rozsądne cele i że ciągle biorą je ci sami. Środki z Funduszy Promocji powinny być w głównej mierze przekazywane na edukację, a nie na lukratywne wyjazdy w miejsca, w które nigdy w życiu byśmy nie pojechali za własne pieniądze, bo by nas nie było stać. Pamiętam przykład wyjazdu w celu poznania funkcjonowania hodowli bydła mięsnego w Brazylii w ostatnich trzech dniach karnawału w Rio. I za taki wyjazd fundusz zapłacił. Oczekuję na propozycje. Zlikwidować fundusze? Poprawić fundusze? Zmienić skład komisji? To mogę ustawowo zrobić. Ale jak wpłynąć, żeby środki były wydatkowane na to co wynika z potrzeb rynku, a nie na zabawę?

(07.03.2019 za Ireneusz Oleszczyński, tygodnik-rolniczy.pl, fot. tygodnk-rolniczy.pl)