W łańcuchu produkcji żywności nie da się uzyskać idealnej równowagi

12.03.2019

– Ani teraz, ani w przyszłości nie uda się uzyskać idealnego stanu równowagi w łańcuchu produkcji żywności, rolnictwie i handlu. Rynek rosyjski i Brexit pokazały nam, jak niestabilna jest sytuacja polityczna i co się może stać jeśli jesteśmy zbytnio uzależnieni od jednego rynku – mówił Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności podczas World Food Poland 2019.

W ocenie Andrzeja Gantnera obecna sytuacja w branży rolno-spożywczej nie jest zła.

– Ciągle eksportujemy, mamy nadwyżkę w handlu żywnością. Eksport wciąż jest siłą napędową polskiej gospodarki żywnościowej. Warto jednak pamiętać, że mamy rynek wewnętrzny, który jest stabilny i relatywnie duży w porównaniu np. do Czech i Słowacji. Polski konsument jest dość wierny jeśli chodzi o koszyk podstawowych produktów i raczej nie szuka udziwnień z zagranicy – dodał.

Zdaniem dyrektora PFPŻ przyszłość nie wygląda jednak zbyt różowo.

– Ani teraz, ani w przyszłości nie uda się uzyskać idealnego stanu równowagi ani w łańcuchu produkcji żywności, ani w rolnictwie, ani w handlu. Sytuacja jest coraz bardziej dynamiczna, bo jeszcze 10 lat temu pewnikiem wydawała się obecność Wielkiej Brytanii w UE. Ktoś, kto 10 lat temu wziął 100 czy 200 mln kredytu, nie myślał w kategoriach jednego roku, przez co zapewne nie przewidział że jakaś część jego produkcji może nie wjechać do UK. Rynek rosyjski pokazał nam, jak niestabilna jest sytuacja polityczna i co się może stać jeśli jesteśmy zbytnio uzależnieni od jednego rynku. Rosja to jednak „mały pikuś” w porównaniu z Wielką Brytanią czy największym dla nas rynkiem czyli Unią Europejską, a tu się dzieje coraz gorzej i obawiam się, że równowagi nie uda nam się osiągnąć – dodaje.

Andrzej Gantner wskazał na zagrożenia płynące ze zmian klimatycznych na świecie.

– Jeśli prześledzimy co się działo z przyrodą w ciągu ostatnich 20 lat, widzimy, że stoimy u progu potężnego wyzwania. Susze będą się powtarzać, będą coraz większe i będą miały coraz większy wpływ. Susze nie dotyczą tylko nas, ale całych pasów na świecie, w których produkuje się zboże. Teoretycznie można powiedzieć, że rolnicy powinni się cieszyć, gdyż mniej zboża to wyższa cena, ale to nieprawda. Ci, którzy stracili plony, się nie cieszą. Ktoś, kto kupuje zboże i przerabia je na produkt gotowy też się nie cieszy, ponieważ nie jest w stanie estymować produkcji na kilka lat, a cena może wzrosnąć o 200% w ciągu miesiąca – mówi.

Dyrektor PFPŻ wskazuje, że sytuacja robi się coraz trudniejsza, stąd potrzebne są mechanizmy stabilizujące produkcję rolną.

– Chodzi o rozwiązania zapewniające taki poziom produkcji i zapasów, że będzie można ścinać „górki” i „dołki” – w obie strony. Niestety, Unia Europejska ma nieciekawy mechanizm pozwolenia na interwencję. Okazuje się, że pojedynczy rząd nie może tego zrobić bez zgody Komisji, a właściwie w ogóle nie może tego zrobić szybko. Tymczasem kiedy mamy do czynienia z niedoborem, suszą czy kataklizmem, brak możliwości szybkiej reakcji krajów członkowskich powoduje, że można to sobie od razu wpisać w straty – podsumowuje.

(12.03.2019 za AT/portalspozywczy.pl, fot. PTWP)