Pogłębiający się deficyt wody zagraża sytuacji paszowej

10.04.2019

Skąpa w opady wiosna sprawia, że wody zaczyna brakować nie tylko w uprawach polowych, lecz także na użytkach zielonych.

Z powodu ubiegłorocznej suszy w wielu gospodarstwach odczuwany jest deficyt pasz objętościowych. Dlatego każdy wypatruje już nowych zbiorów, aby nie dokonywać zakupów pasz. Na domiar złego, pomimo łagodnej zimy, wiosna nie zapowiada się optymistycznie dla hodowców bydła.

Z reguły najwyższy plon i podstawę bazy paszowej uzyskuje się z pierwszego pokosu traw. Tymczasem, przy dalszym braku opadów również ten pokos może okazać się mizerny, zwłaszcza że braki wody zaczęły być odczuwalne już w marcu. A trzeba zaznaczyć, że przed nami jeszcze siew kukurydzy, drugiej podstawowej paszy dla bydła.

Choć w naszym kraju nawadnianie powierzchni upraw paszowych nie jest powszechnym zabiegiem, to wielu producentów coraz poważniej zastanawia się nad dokonaniem inwestycji w takie systemy. Jeśli susze będą się coraz częściej pojawiać, takie rozwiązanie za kilka, bądź kilkanaście lat może okazać się standardem i warunkiem prowadzenia produkcji zwierzęcej.

Tymczasem trzeba zastanowić się nad doraźnymi rozwiązaniami pozwalającymi na uzupełnienie w inny sposób bazy paszowej i zabezpieczenie żywienia na okres zimowy. Może okazać się, że „pora deszczowa” przyjdzie nieco później, co warto wykorzystać na uprawę alternatywnych źródeł pasz objętościowych. Jedną z możliwości jest wykorzystanie międzyplonów, które mogą okazać się cennym źródłem zielonej masy do zagospodarowania na cele paszowe.

Warto obecnie też zwracać większą uwagę na zabiegi agrotechniczne pozwalające zatrzymać jak najwięcej wody w glebie, a także uregulować, najlepiej na podstawie badań gleby, bilans składników pokarmowych, co pozwoli utrzymać uprawy w dobrej kondycji. Dzięki temu rośliny lepiej zniosą czynniki stresowe, takie jak susza.

(10.04.2019 za Łukasz Chmielewski, farmer.pl)