W Bieszczadach redyk owiec dobiega końca

08.05.2019

W Bieszczadach i w Beskidzie Niskim dobiega końca tegoroczny redyk owiec. – Prawie wszystkie bacówki są już obsadzone – powiedział w środę 8 maja Stanisław Kutyna ze Związku Hodowców Owiec i Kóz w Sanoku (Podkarpackie).

– Wokół bacówek, podobnie jak w latach poprzednich, pasie się pięć, sześć tysięcy owiec. Połowa z nich przyjechała z Podhala, a pozostałe należą do bieszczadzkich hodowców – mówił Kutyna.

Dodał, że w tym roku susza „nieco opóźniła wegetację”, ale „trawa już rośnie i wszystko wróciło do normy”.

Owce na górskich pastwiskach pozostaną do końca września. Wypasane są wokół bacówek m.in. w okolicach Nowego Łupkowa, Średniej Wsi w Bieszczadach czy Krempnej w Beskidzie Niskim. W każdej bacówce stado liczy od 500-1500 sztuk.

Na co dzień owcami zajmują się juhasi; na jednego przypada 100-120 zwierząt. – Z każdym rokiem mamy coraz mniej kandydatów do tego zawodu. Bacowie mają duże problemy z ich naborem – zauważył Kutyna.

Swoją pracę juhasi zaczynają ok. godz. czwartej rano, a kończą późnym wieczorem. Do sierpnia owce muszą być dojone trzy razy dziennie. Potem, aż do zejścia z pastwisk – dwa razy w ciągu dnia. Udój całego stada trwa około dwóch godzin, a owca w ciągu okresu pastwiskowego daje 70-80 litrów mleka.

W trakcie wypasu juhasi zajmują się także wytwarzaniem wyrobów z mleka; m.in. serów. Ważnym ich obowiązkiem jest również pilnowanie stad przed atakami wilków.

W Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasa się głównie polską owcę górską oraz znacznie rzadziej cakiel podhalański. Zwierzęta dostarczają skóry, wełnę, chude mięso, mleko do wyrobu serów owczych. Są przystosowane do niekorzystnych warunków środowiskowych, np. opadów i niskich temperatur.

(08.05.2019 za PAP, fot. wpieniny.pl)