Trwa badanie i kolczykowanie krów z Deszczna

28.08.2019

– Na ukończeniu jest badanie i kolczykowanie słynnego w całym kraju stada krów z Deszczna k. Gorzowa Wlkp. Operacja jest konieczna, by przygotować je do transportu. Na razie nie wiadomo, gdzie znajdą nowy dom – poinformowała w środę Izabela Kwiatkowska z Biura Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze.

Po spędzeniu zwierząt do specjalnej zagrody, we wtorek i środę pobierano od nich krew i zakładano kolczyki. Kilka sztuk, których nie udało się złapać wcześniej, zostanie oznaczonych w czwartek.

Przyjęcie krów deklarował właściciel gospodarstwa w woj. zachodniopomorskim, jednak będące dysponentem (od 10 czerwca br.) stada Biuro Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze nie ma z nim kontaktu od półtora tygodnia.

– Nie wiemy co będzie dalej, ale jesteśmy dobrej myśli, że w końcu uda się stadu znaleźć miejsce, gdzie będzie mogło spokojnie dożyć starości. Teraz najważniejsze jest zakończenie procedury związanej z rejestracją i badaniami krów. Stado powinno być gotowe do transportu jeszcze pod koniec tego tygodnia lub na początku przyszłego – powiedziała Kwiatkowska.

Dodała, że jeśli nie uda się w tym czasie znaleźć dla niego miejsca, to nadal będą wypasane na łąkach w pobliżu wsi Borek w rezerwacie przyrody Zakole Santockie w gminie Deszczno. Miesięczne utrzymanie stada kosztuje ok. 67 tys. zł. Fundusze na ten cel pochodzą od darczyńców.

Jak powiedział we wtorek 27 sierpnia wójt gminy Deszczno Paweł Tymszan, od początku lipca br. koszty utrzymania stada przejęło zielonogórskie Biuro Ochrony Zwierząt.

– Praktycznie nasze zadania (związane z opieką na krowami) zakończyły 1 lipca, tak że nasi mieszkańcy są bezpieczni i myślę, że w przyszłości krowy wyjadą – powiedział Tymszan.

Dodał, że gmina od lipca nie wydaje już pieniędzy na utrzymanie stada. Łącznie przeznaczyła na ten cel 350 tys. zł.

– Staramy się o zwrot tych środków w ministerstwie. Póki co otrzymaliśmy informację od administracji rządowej negatywną, ale mam nadzieję, że uda się te pieniądze odzyskać dla naszej gminy – zaznaczył wójt Deszczna.

Krowy od trzech miesięcy są przetrzymywane na nadwarciańskich łąkach w pobliżu Borka. Stado liczy ok. 180 sztuk. Od wielu lat żyło na wolności i wypasało się na polach rolników. Zwierzęta nie były niezarejestrowane i nie były pod opieką weterynaryjną. Właściciel stada od lat się nim nie interesował, a to z każdym rokiem powiększało się.

Pod koniec października ub.r. powiatowy lekarz weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim wydał decyzję, „na mocy której właściciel zwierząt został zobowiązany do zabicia 170 sztuk bydła”. Ta decyzja została podtrzymana przez Głównego Lekarza Weterynarii.

Od tego momentu krowy z Deszczna stały się znane w całym kraju. Po licznych protestach, w sprawę „ratowania” krów włączyli się również politycy. Ostatecznie z końcem maja br. szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapewnił, że krowy z Deszczna nie trafią do uboju.

(28.08.2019 za PAP)