25-lecie POLMLEKU jak zmienił się mleczny gigant?

05.09.2019

Z prezesem Andrzejem Grabowskim i prezesem Jerzym Boruckim, kierującymi Grupą Kapitałową POLMLEK rozmawia Krzysztof Wróblewski

– W tym roku mija 25. rocznica działalności firmy POLMLEK, której jesteście ojcami założycielami. Panowie: jakie były początki waszego wspólnego mleczarskiego biznesu?

Andrzej Grabowski: – Pamiętam datę naszego pierwszego spotkania. Było to 24 sierpnia 1994 roku w Obłudzinie – niedaleko Makowa Mazowieckiego. Jurek miał tam mały zakład przetwarzający mleko.

Jerzy Borucki: – To spotkanie zostało poprzedzone moim telefonem do Andrzeja. A w Obłudzinie to był nie zakład, ale po prostu zakładzik, umiejscowiony w starej wyremontowanej oborze, który pracował od 1992 roku. Proste urządzenia do przetwórstwa mleka na twaróg i śmietanę – zakupiłem w Fundacji Zielone Płuca Polski. Nie korzystałem przy tym z żadnego wsparcia ani kredytów, które były wówczas horrendalnie drogie. Byłem właśnie po ślubie i na ten cel przeznaczyliśmy z żoną ślubne prezenty. Pragnę dodać, że do uruchomienia tego zakładziku namówił mnie teść.

Proste pytanie: od kiedy jesteście związani z branżą mleczarską?

Jerzy Borucki: – Moi rodzice odstawiali mleko do zakładu w Gąsewie i produkcja mleka towarzyszyła mi od dzieciństwa.

Andrzej Grabowski: – Ten zakład nie wytrzymał tempa zmian gospodarczych w naszym kraju i popadł w kłopoty. Zaryzykowaliśmy i wspólnie nabyliśmy Gąsewo od likwidatora. I tak się zaczęło. Powstała firma Andex – protoplasta firmy POLMLEK. Natomiast moje związki z mleczarstwem, które mnie zawsze fascynowało, to początki lat dziewięćdziesiątych. Wówczas prowadziłem firmę, która sprowadzała z terenu Rosji mleko w proszku i kazeinę.

Na czym polegało ryzyko związane z zakupem Zakładu w Gąsewie?

Jerzy Borucki: – 1 września 1994 roku, gdy rozpoczęliśmy działalność, w tym zakładzie było zatrudnionych 7 osób, zaś ilość dostarczanego mleka wynosiła zero!

Andrzej Grabowski: – Od ponad dwóch miesięcy nie prowadzono w nim skupu mleka. Ale na jego terenie swój punkt skupu miała mleczarnia Praga – położona w Warszawie przy ulicy Bieżuńskiej.

Jerzy Borucki: – Powoli jednak zaczęliśmy odzyskiwać swoich dostawców. A w zakładzie produkowaliśmy kazeinę. Nie da się ukryć, że początki naszej wspólnej działalności gospodarczej były trudne i nie zapowiadały jakichś wielkich sukcesów.

Ale już sukcesem można nazwać zakup spółdzielczych zakładów w Olsztynie w 1995 roku i w Gdyni w 1996 roku?

Andrzej Grabowski: – Na szerokie wody zamierzaliśmy wypłynąć w 1998 roku, gdy zaczęliśmy rozmowy z niemieckim partnerem, związane z budową nowoczesnego zakładu w Makowie Mazowieckim.

Jerzy Borucki: – Kupiliśmy grunty pod tę inwestycję i budowa ruszyła. Doprowadziliśmy inwestycję do końca, łącznie z jej pełnym rozruchem!

Jednak dopiero w 2014 roku mleczarnia w Makowie Mazowieckim znalazła się w Grupie Kapitałowej POLMLEK?

Andrzej Grabowski: – Tak, bowiem firma Onken chciała samodzielnie prowadzić działalność na polskim rynku. Jednak się szybko wycofała sprzedając Maków – po dwóch latach pracy – znanej na cały świat firmie spożywczej: Dr Oetker. Tak więc po 12 latach z pewnymi przygodami ta nowoczesna mleczarnia znalazła się w POLMLEKU.

Wspólna inwestycja z Onkenem miała być przełomem w działalności POLMLEKU, ale…

Andrzej Grabowski: – Na pewno takim przełomem był zakup od właściciela holenderskiego dużego zakładu w Lidzbarku Warmińskim. Jak powszechnie wiadomo, Holendrzy przejęli tę mleczarnię od Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Lidzbarku Warmińskim.

Jerzy Borucki: – Był to dobry wybór, duży skok do przodu. Ale myśląc o przyszłości musieliśmy poważnie zainwestować w Lidzbark. I ten proces inwestowania trwa do dzisiaj. Dodajmy, że jest to proces kosztowny. Jednak wykorzystaliśmy do tego celu także środki pochodzące z Unii Europejskiej. Zaś sztandarową inwestycją stała się budowa ultranowoczesnej serowni, która na sery mogła przerabiać nawet milion litrów mleka dziennie. Uruchomiliśmy też nowoczesną linię do produkcji mozzarelli, o wydajności 1000 ton miesięcznie. Kolejną inwestycją była masłownia, której zdolności produkcyjne w ciągu miesiąca sięgają 1500 ton. Wybudowaliśmy też nową proszkownię i zmodernizowaliśmy starą. Wnet też zaczęliśmy proces plastrowania serów. Do Lidzbarka została również przeniesiona z warszawskiego Serwaru, w którym nabyliśmy większość udziałów, linia do produkcji serów topionych.

(dalszy ciąg artykułu na stronie tygodnik-rolniczy.pl)

(05.09.2019 za tygodnik-rolniczy.pl, fot. tygodnik-rolniczy.pl)