Odnawialne źródła energii szansą dla Europy. Ale wyzwań nie brakuje

13.12.2018

System oparty na energii odnawialnej jest możliwy, a co najważniejsze także opłacalny. Sektor OZE w Europie zatrudnia już ponad milion ludzi, a podstawą transformacji energetycznej są miasta i obywatele.

To najważniejsze wnioski płynące z „Atlasu Energii”, publikacji Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie oraz Instytutu na rzecz Ekorozwoju, którego premiera odbyła się w katowickim Climate Hub.

Przed Unią Europejską stoją poważne wyzwania: jak przeprowadzić równolegle dekarbonizację, decentralizację i digitalizację. Szansą dla gospodarki, społeczeństwa i środowiska jest zwrot ku efektywności oraz źródłom odnawialnym.

Warunkiem powodzenia są jednak wspólne działania na poziomie państw, regionów, miast, a nawet obywateli.

Jak wynika z „Atlasu Energii” odnawialne źródła energii nie grają już podrzędnej roli na europejskim rynku. Rozwój OZE nie wpłynął na spowolnienie wzrostu gospodarczego na kontynencie.

Mimo jego umiarkowanego wzrostu we Wspólnocie nastąpił rozkwit tego sektora oraz ograniczenie emisji dwutlenku węgla. To pokazuje, że oparcie gospodarki na paliwach kopalnych nie musi być warunkiem wzrostu gospodarczego.

W ostatnich 10 latach najkorzystniejsze zmiany odnotowano m.in. w Czechach, gdzie PKB wzrósł o ponad 35%, natomiast emisja gazów spadła o prawie 20% przy wzroście OZE o 7,5%. Podobnie było w Rumunii (odpowiednio 35,5; 19,8; 7,5%) czy w Hiszpanii (8,4; 22,4; 7,7%).

Dane dotyczące zatrudnienia w sektorze OZE pokazują, że jest już znaczącym pracodawcą. W 2014 roku zapewniał Europejczykom ponad milion miejsc pracy i pod względem ich liczby na mieszkańca był na drugim miejscu na świecie.

Obecnie zajmuje piątą lokatę (za Chinami, USA, Japonią i Brazylią), ale niedługo może ją stracić na rzecz wschodzących gospodarek.

Wyzwanie odejścia od kopalnych nośników energii, przed którym stoimy, niesie za sobą daleko idące przemiany strukturalne. Dla Polski są szczególnie duże ze względu na uzależnienie energetyczne od węgla.

– Jeśli nie zmienimy kursu teraz i wbrew logice będziemy dalej dotować nieodnawialne źródła energii, to wkrótce będziemy musieli zmierzyć się z tzw. kosztami osieroconymi, czyli błędnych decyzji inwestycyjnych z przeszłości. Zapłacą nasze dzieci i wnuki – wskazywał Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

(13.12.2018 za agropolska.pl)