Zagraniczny kapitał ludzki i polskie ograniczenia

Przy obecnym tempie rozwoju gospodarki i rosnących potrzebach biznesu, większe obawy wśród polskich firm budzą trudności w rekrutowaniu pracowników niż np. zagrożenie cyberatakami. Rozwiązania podatkowo-administracyjne aktywizujące np. seniorów są wciąż niewystarczającym ratunkiem dla polskiego pracodawcy. Mogą nim być za to pracownicy spoza Strefy Schengen.

Z analiz PwC wynika, że do 2025 roku na polskim rynku pracy może brakować nawet 1,5 mln osób. Oznacza to konieczność zatrudniania dodatkowo, każdego roku, ok. 300 tys. pracowników. Biorąc pod uwagę prognozy przygotowane na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w najbliższym czasie lista deficytowych zawodów utrzyma tendencję wzrostową, co znacznie pogłębi problem z zatrudnieniem. Wśród ekspertów rynku pracy trwa więc debata nad konstruktywnymi rozwiązaniami. Głosy są spójne – ulgi podatkowe i ułatwienia administracyjne, które pozwoliłyby na aktywizację zawodową osób młodszych, czy zachęcanie starszych pokoleń do późniejszego przechodzenia na emeryturę nie będą wystarczającym ratunkiem. Gdzie zatem szukać wsparcia? W pracownikach z zagranicy.

– Polska jest jednym z najbardziej otwartych państw w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o politykę wydawania zezwoleń na pobyt dla obcokrajowców. W ciągu ostatnich 5 lat liczba osób, które otrzymały kartę pobytu wzrosła o ponad 300%. Szacuje się, że w Polsce przebywa obecnie ponad 300 tysięcy cudzoziemców, w tym ponad 80% stanowią Ukraińcy – mówi Piotr Modliński, szef działu leasingu pracowniczego w ASM Sales Force Agency, należącej do grupy kapitałowej ASM GROUP.

Cudzoziemcy w Polsce najczęściej dostają pracę specjalistyczną w budowlance oraz mało skomplikowane zadania pomocnicze na produkcji, w logistyce i przemyśle. Dużo osób znajduje bezpośrednie zatrudnienie w charakterze kierowcy oraz jako pracownicy sezonowi w rolnictwie i ogrodnictwie. Problemem dla polskiego pracodawcy jest często przejściowy stosunek do pracy i nietraktowanie Polski jako kraju pierwszego wyboru. Tu docelowym kierunkiem nie zawsze jest zachód Europy. Nasi południowi sąsiedzi – Czechy i Słowacja – często oferują bardziej korzystne warunki zatrudnienia dla cudzoziemców. Odpływ jednej grupy cudzoziemców znad Wisły otworzył jednak drzwi dla kolejnych nacji spoza Strefy Schengen. Bez pracowników z Indii, Nepalu, Bangladeszu, Wietnamu, Chin, Turcji, Maroko czy Filipin nie byłoby możliwe zrealizowanie wielu kontraktów dużych firm, a w konsekwencji zmniejszyłoby to atrakcyjność rynku polskiego w oczach inwestorów zagranicznych. Jaka jest obecnie skala napływu pracowników z Dalekiego Wschodu? W pierwszym półroczu 2018 roku urzędy wojewódzkie wydały Hindusom, Nepalczykom i Banglijczykom łącznie 16 tys. dokumentów umożliwiających podjęcie pracy w Polsce, do tego dochodzi ponad 500 Wietnamczyków i niemal 1 tys. Filipińczyków. Proces ten szybko przybiera na sile – w samym tylko wrześniu 2018 roku ponad 25 tys. osób czekało na polską wizę w konsulacie w New Delhi w Indiach. Byli to pracownicy już zwerbowani przez polskie firmy, jednak wciąż czekający na dopełnienie formalności – wystawienie wiz zarobkowych dla tak wielkiej liczby osób trwa ok. 9 miesięcy. Nie lepiej jest na miejscu w Polsce – tu proces zatrudniania cudzoziemców także jest obciążony skomplikowanymi etapami, przebiegającymi w kilku różnych urzędach, łącznie mogą one trwać nawet 5 miesięcy.

– Rozmawiamy z naszymi współpracownikami z zagranicy i mamy świadomość nieadekwatnej odpowiedzi polskiego prawa dotyczącego zatrudnienia cudzoziemców na potrzeby przedsiębiorstw. Wszystkie ułatwienia wprowadzone dotychczas były chybione i spowodowały jeszcze większe zastoje w urzędach, stając się ostatecznie utrudnieniem. Największym ułatwieniem byłoby terminowe i rzetelne przetwarzanie wniosków dotyczących wiz oraz pozwoleń. Może warto by rozważyć outsourcing wizowy, gdzie przyjmowaniem wniosków zajmowałyby się firmy zewnętrzne działające w różnych lokalizacjach, jednolity system wydawania dokumentów legalizujących pracę w Polsce, skróconą ścieżkę uzyskania zezwoleń na pracę, a także rozszerzenie listy państw, których obywatele mogliby korzystać z podjęcia pracy na podstawie oświadczeń – dodaje Piotr Modliński.

Rachunek zysków i strat jest bezwzględny – firmy w Polsce będą i tak poszukiwały pracowników w egzotycznych destynacjach, nie mają tu specjalnego wyboru. Pytanie, czy będzie się tak działo pomimo żmudnych formalności administracyjnych, różnic kulturowych i barier językowych, ale także różnic jakości lub technologii stosowanych rozwiązań (np. szkolenia na wózki widłowe, standardy budowy, technologia spawania), a może – przynajmniej z częściowym – wsparciem ze strony polskiej administracji.

(Informacja prasowa ASM GROUP S.A.)