Wiele danych na temat skutków zakazu handlu w niedziele jest nieprawdziwych

12.03.2019

W mediach i opinii publicznej znajduje się wiele błędnych informacji na temat skutków ograniczenia handlu w niedziele i ich wpływu na małe sklepy. Tymczasem dużo małych i średnich sklepów oraz stowarzyszenia kupieckie i grupy zakupowe oceniają pozytywnie działanie ustawy. Potrzeba gruntownej analizy skutków ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, w tym gospodarczych i społecznych oraz tego, jak oddziałuje ona na różne podmioty na rynku – to główne wnioski z wtorkowej (12 marca) konferencji, zorganizowanej przez Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego oraz Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Uczestnicy dyskusji zwracali ponadto uwagę na konieczność uszczelnienia przepisów, by nie stawiać niektórych sieci w uprzywilejowanej pozycji.

Jednym z gości konferencji „Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni – podsumowanie po rocznym okresie funkcjonowania” był wiceminister pracy Stanisław Szwed.

Zapewnił on, że w ministerstwie RPiPS nie toczą się prace nad zmianą ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Dodał, że są przeprowadzane rzetelne badania, po których będzie można podjąć decyzję co do dalszego kształtu ustawy.

Wiceminister powiedział, że w Sejmie trwają prace nad poselskim projektem uszczelniającym ustawę o ograniczeniach handlu w niedzielę. Zaznaczył, że strona rządowa nie była inicjatorem tego projektu. – To projekt poselski, do którego my przygotowaliśmy stanowisko, w którym zawarliśmy uwagi – mówił.

Jak powiedział wiceminister, obecnie jest dobry moment, żeby ocenić tę ustawę, także pod względem jej wpływu dla poszczególnych grup.

– Jeśli chodzi o grupę konsumentów, to można zgodzić się, że połowa osób jest zwolennikami ograniczenia handlu i połowa przeciwnikami. Z kolei pracownicy generalnie są za ograniczeniem. Widzimy, że małe firmy, rodzinne przedsiębiorstwa – także są raczej zwolennikami ograniczenia handlu w niedziele. Tak można wnioskować z danych, które do nas docierają i które analizujemy. Natomiast duże korporacje i sieci handlowe są zdecydowanie na nie. Choć w kwestiach obrotów to się zmienia – w tygodniu przez zakaz handlu obroty w sieciach zdecydowanie wzrastają – mówił Stanisław Szwed podczas wtorkowej konferencji w Sejmie.

– Jestem przekonany, że potrzeba nam szerokiej dyskusji o handlu w ogóle. Główny problem, jaki dotyczy handlu, to problem jego funkcjonowania w ogóle, a nie tylko problem ograniczenia handlu w niedziele – dodał.

Jego zdaniem, małe sklepy upadają, ale to dzieje się od wielu lat. – Jednym z argumentów, które musimy brać pod uwagę jest to, że dzieci właścicieli sklepów nie chcą przejmować od nich biznesów – powiedział.

Jak poinformował Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, na konferencję zaproszono firmy reprezentujące stanowiska za i przeciw ograniczeniu handlu w niedziele, jednak wypowiadali się głównie przedsiębiorcy będący zwolennikami tego przepisu. – Na konferencję zaprosiliśmy obie strony dialogu. Są zwolennicy ograniczenia handlu w niedziele, a także przeciwnicy – powiedział. Dodał, że z wystąpienia podczas dyskusji wycofał się POHiD.

Adam Abramowicz zwrócił uwagę na „szum informacyjny”. – W dyskusji, która się toczy od trzech miesięcy w mediach, większość argumentów to argumenty emocjonalne, które nie mają pokrycia w faktach. Na przykład informacja, że w 2018 roku, z powodu ograniczenia handlu w niedziele zamknęło się 16 tys. małych i średnich sklepów to piramidalna bzdura. Nie ma jeszcze danych GUS za zeszły rok. Sklepy małe zamykają się od lat, nie z powodu tej ustawy, ale dlatego, że konsumenci wolą kupować w dużych sklepach, a także dlatego, że małe placówki toczą nierówny bój z dużymi graczami – mówił Abramowicz.

– Jeśli do mnie jako rzecznika przychodzą sklepy i pokazują fakturę, na której sklep od producenta kupuje jeden z elementów słodyczy drożej niż dyskont sprzedaje na swoich półkach – to czy to jest równa konkurencja? Nadal nie dopracowaliśmy się zasad równej konkurencji i to jest główna przyczyna upadania małych sklepów – dodał.

Kolejnym błędnym komunikatem jest informacja, że obroty tygodniowe w małych i średnich sklepach spadły o 20-30%. – Ta informacja znalazła się w analizie Biura Analiz Sejmowych. Okazuje się, że Biuro Analiz Sejmowych podaje tę informację w oparciu o artykuł w jednym z dzienników, natomiast w artykule wypowiada się anonimowo jeden z kupców spod Warszawy – mówił Abramowicz.

Janusz Rakowski, prezes Kongregacji Przemysłowo-Handlowej przedstawił dane GUS z ostatnich miesięcy, według których zatrudnienie w handlu wzrosło rok do roku.

– Jeśli chodzi o liczbę upadających sklepów, to jeszcze w 2016 roku różnica między liczbą sklepów nowo powstających a tych, które zostały zamknięte, wynosiła 17 tys. W 2017 roku było to około 15 tys. Natomiast w 2018 roku różnica ta wynosiła 8 tys. Został wyhamowany mocny trend upadku małych sklepów. Na to złożyło się szereg czynników, w tym 500+. W mniejszym stopniu także zmniejszyła się liczba pracowników w handlu – mówił Rakowski.

Józef Pyzik z Kongregacji Kupieckiej w Nowym Sączu, właściciel firmy rodzinnej mówił, że wolne niedziele w jego placówkach nie spowodowały spadku obrotów, wręcz przeciwnie, niektóre placówki odnotowały wzrost. – Największy wzrost, przeszło 20%, nastąpił w największym sklepie, a najmniejsze wzrosty na małych sklepach. Wynika to z tego, że konsumenci robią teraz chętniej zakupy w większych sklepach, bo mają więcej gotówki – mówił Józef Pyzik. Zwrócił uwagę, że z powodu agresywnych reklam, część wydatków konsumentów przesuwa się w stronę dyskontów.

Natomiast przyczyną upadku małych sklepów jest często brak sukcesji. – Dzieci właścicieli sklepów nie chcą przejmować biznesu od swoich rodziców – mówił Józef Pyzik.

Przytoczył on także dane, pochodzące z badania Polomarketu, według których do polskich kupców należy tylko 11% rynku detalicznego.

Grażyna Raniewicz-Lis, reprezentująca „Społem” Poznańską Spółdzielnię Spożywców w Poznaniu poinformowała, że większość spółdzielców w całym kraju, podziela pogląd, że ograniczenie handlu w niedziele przyczyniło się do wzrostu obrotów.

Przytoczyła dane „Społem” z Poznania, które zrzesza ponad 50 placówek handlowych. Obroty tej spółdzielni w 2016 roku wzrosły o 1%, w 2017 roku o 1,1%, natomiast w 2018 roku 3,6%. Pod względem LfL wzrost w 2018 roku był jeszcze wyższy i wyniósł 5,7% (w 2017 roku 1,9%, w 2016 roku 1,8%).

Na negatywne skutki ustawy ograniczającej handel w niedziele zwrócił uwagę Jerzy Meysztowicz, poseł Nowoczesnej i przewodniczący komisji gospodarki.

– To nieprawda, że wszyscy pracownicy są za ustawą. Wiele osób do tej pory pracowało w niedziele, bo stawki za ten dzień były wyższe. Wśród nich są studenci, którzy w ten sposób dorabiają – powiedział.

Jego zdaniem na ograniczeniu handlu w niedziele najbardziej zyskują sieci stacji paliw – PKN Orlen i Lotos.

Bardziej wyważony w swoich opiniach był Wojciech Kruszewski, prezes sieci Lewiatan.

– Gdybyśmy mieli otwierać sklepy w naszej sieci we wszystkie niedziele, mielibyśmy problem z zapewnieniem pracowników. Gdybyśmy natomiast zamknęli sklepy we wszystkie niedziele moglibyśmy mieć problem np. z inwentaryzacją – musielibyśmy szukać na to dnia roboczego lub robić inwentaryzację w nocy – mówił Wojciech Kruszewski.

Jego zdaniem, trzeba liczyć się z opinią społeczną. – Jeśli 50% społeczeństwa jest za i 50% przeciw, to jest to do zastanowienia. Przecież zakaz handlu jest nie tylko dla pracowników, ale też dla społeczeństwa. Takie aspekty ustawy trzeba by wziąć pod uwagę – powiedział.

– Jesteśmy przeciwko dyskontom, bo one dominują, wydłużają godziny pracy. Jesteśmy też przeciwko wyłączeniom sklepów. Nie chodzi tylko o Żabkę, ale o jakiekolwiek sklepy. W jednej placówce mogą sprzedawać tylko właściciele, a w drugiej także pracownicy – nie jest to dobre rozwiązanie i jesteśmy za tym, by to zdecydowanie ograniczyć – zwrócił uwagę Kruszewski.

Jego zdaniem, zamknięcie sklepów we wszystkie niedziele zmniejszyłoby ich obroty. Jak mówił, w średnich i dużych sklepach sieci Lewiatan niedzielne obroty stanowią 1,2% ogólnego obrotu w miesiącu. Połowa tego obrotu nie jest odzyskiwana w poniedziałek, czy sobotę. Gdyby sklepy były zamknięte w 4 niedziele, to obrót spadłby o około 2,5%.

– Z drugiej strony dzięki niehandlowym niedzielom zmniejszają się koszty. Dlatego stanowisko jest niejednoznaczne. Na sprawę trzeba popatrzeć bardzo szeroko – podsumował Wojciech Kruszewski.

(12.03.2019 za dlahandlu.pl)